mozliwe ze bedzie kontynuacja bloga
piątek, 4 listopada 2016
wtorek, 13 września 2016
sobota, 18 czerwca 2016
Ty: Jus co robisz w kuchnie ?
Justin: Płatki http://26.media.tumblr.com/tumblr_m2zub33RXv1rr3wbgo1_500.g…
Ty: Choć szybciej bo leci twój film
Justin: Biegnę http://i2.pinger.pl/pgr406/0afd50ac00119af5508fe958
Ty: Nic Ci się nie stało?
Justin: Moje płatki http://media.tumblr.com/…/tumblr_inline_mj20vr26ki1qz4rgp.g…
Justin: Płatki http://26.media.tumblr.com/tumblr_m2zub33RXv1rr3wbgo1_500.g…
Ty: Choć szybciej bo leci twój film
Justin: Biegnę http://i2.pinger.pl/pgr406/0afd50ac00119af5508fe958
Ty: Nic Ci się nie stało?
Justin: Moje płatki http://media.tumblr.com/…/tumblr_inline_mj20vr26ki1qz4rgp.g…
Ty: Cześć Jus!
Justin: Hej, moment http://www.justinbiebergif.com/…/justin-bieber-gif-hair-tou…
Ty: Ok
Jus : Dobra już
Ty: Wiesz co dzisiaj jest?
Justin:Nie a powinienem wiedzieć? http://belibersxoxo.files.wordpress.com/…/jb-gif-justin-bie…
Ty: Czyli nie wiesz?
Justin: Wiem że są twoje urodziny
Ty: Myślałam że zapomniałeś
Jutin: Mogę cię pocałować z tej okazji ? http://25.media.tumblr.com/…/tumblr_mi6443OZU81rjmtp1o1_500…
Ty: Yyy..
Justin: To znaczy tak http://www.flesik.pl/wp-conte…/…/2013/02/biber-pocalunek.gif
Justin: Hej, moment http://www.justinbiebergif.com/…/justin-bieber-gif-hair-tou…
Ty: Ok
Jus : Dobra już
Ty: Wiesz co dzisiaj jest?
Justin:Nie a powinienem wiedzieć? http://belibersxoxo.files.wordpress.com/…/jb-gif-justin-bie…
Ty: Czyli nie wiesz?
Justin: Wiem że są twoje urodziny
Ty: Myślałam że zapomniałeś
Jutin: Mogę cię pocałować z tej okazji ? http://25.media.tumblr.com/…/tumblr_mi6443OZU81rjmtp1o1_500…
Ty: Yyy..
Justin: To znaczy tak http://www.flesik.pl/wp-conte…/…/2013/02/biber-pocalunek.gif
Justin: Zdradziłem Cię https://www.google.pl/search…
Ty: Co??
Justin: To co słyszałaś
Ty: Dobrze się czujesz?
Justin: Tak no i sie wyprowadzasz http://www.thegloss.com/…/20…/05/justin-bieber-billboard.jpg
Ty: Bieber po pierwsze nie jesteśmy razem po drugie nie mieszkam u Ciebie i po trzecie już więcej nie pijesz
Justin: Zdradziłem Cię, wyprowadzasz się!
Ty: Idź spać
Justin: Ok http://bi.gazeta.pl/…/bloxlite/f640x640/12/11/94b9faa834.jpg
Ty: Co??
Justin: To co słyszałaś
Ty: Dobrze się czujesz?
Justin: Tak no i sie wyprowadzasz http://www.thegloss.com/…/20…/05/justin-bieber-billboard.jpg
Ty: Bieber po pierwsze nie jesteśmy razem po drugie nie mieszkam u Ciebie i po trzecie już więcej nie pijesz
Justin: Zdradziłem Cię, wyprowadzasz się!
Ty: Idź spać
Justin: Ok http://bi.gazeta.pl/…/bloxlite/f640x640/12/11/94b9faa834.jpg
Hahahahahah Boskie <3
Ty: Jestem w ciąży.
Mama: Kto jest Ojcem?!
Justin: http://2.bp.blogspot.com/…/s16…/tumblr_m5u7b6t0d01qghhoa.gif
Tata: http://4.bp.blogspot.com/…/s16…/tumblr_m4wmujqL0f1qf1ln8.gif
Ty: Jestem w ciąży.
Mama: Kto jest Ojcem?!
Justin: http://2.bp.blogspot.com/…/s16…/tumblr_m5u7b6t0d01qghhoa.gif
Tata: http://4.bp.blogspot.com/…/s16…/tumblr_m4wmujqL0f1qf1ln8.gif

,,Siedzisz na kanapie i oglądasz tv a Justin siedzi na laptopie"
Ty; Jus daj mi na chwile laptopa
Justin: Nie http://26.media.tumblr.com/tumblr_m116clfQgo1qhft5ko1_250.g…
Ty: Ale czemu?
Justin: Pamiętasz jak Ci dałem i zleciał Ci na ziemie?
Ty; To było niechcący
Justin: No wiesz ale sobie przysięgałem że ci już nigdy nie dam nawet jak tamto było nie chcąco
Ty: Daj mi Prosze
Justin: Nie http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8m9sjRC3Z1rvqn7go1_500.g…
Ty: No i fajnie jadę do domu
Justin: Dobra dam Ci http://fc00.deviantart.net/…/justin_bieber_icon_gif_by_just…
Ty; Jus daj mi na chwile laptopa
Justin: Nie http://26.media.tumblr.com/tumblr_m116clfQgo1qhft5ko1_250.g…
Ty: Ale czemu?
Justin: Pamiętasz jak Ci dałem i zleciał Ci na ziemie?
Ty; To było niechcący
Justin: No wiesz ale sobie przysięgałem że ci już nigdy nie dam nawet jak tamto było nie chcąco
Ty: Daj mi Prosze
Justin: Nie http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8m9sjRC3Z1rvqn7go1_500.g…
Ty: No i fajnie jadę do domu
Justin: Dobra dam Ci http://fc00.deviantart.net/…/justin_bieber_icon_gif_by_just…

Ty: Cześć
Mama: No Hey
Tata: A to kto ?
Justin: Dzień dobry, jestem Justin Justin Bieber prze Pana !http://1.bp.blogspot.com/…/tumblr_mfu9nabYys1r7sxi5o1_500_l…
Tata: Dzień dobry!
Mama: To my już idziemy, pa
Ty: Ok, pa
Justin: Do widzenia
Tata: Ja mam ich tu samych zostawić?
Mama: Justin to dobry chłopak nic nie zrobią
,, sześć godzin później"
Tata: Gnojku wyjazd Mi z domu
Justin: http://25.media.tumblr.com/tumblr_m61kidNUgR1rzs0kco1_500.g…
Tata: Nie nic nie będą robić
Mama : No dobra myliłam się
Tata: Masz kare i sobie zaraz porozmawiamy
Mama: No Hey
Tata: A to kto ?
Justin: Dzień dobry, jestem Justin Justin Bieber prze Pana !http://1.bp.blogspot.com/…/tumblr_mfu9nabYys1r7sxi5o1_500_l…
Tata: Dzień dobry!
Mama: To my już idziemy, pa
Ty: Ok, pa
Justin: Do widzenia
Tata: Ja mam ich tu samych zostawić?
Mama: Justin to dobry chłopak nic nie zrobią
,, sześć godzin później"
Tata: Gnojku wyjazd Mi z domu
Justin: http://25.media.tumblr.com/tumblr_m61kidNUgR1rzs0kco1_500.g…
Tata: Nie nic nie będą robić
Mama : No dobra myliłam się
Tata: Masz kare i sobie zaraz porozmawiamy

piątek, 17 czerwca 2016
Do klasy weszłaś
jak zwykle po dzwonku.Rozsiadłaś się wygodnie w swojej ławce,obserwując
jak ludzie z twojej klasy zaczynają zbierać się w pracowni.Obczajałaś
każdego z osobna,ale nikt nawet nie raczył posłać Ci krótkiego
spojrzenia.To nie było tak,że cały świat Cie nienawidzi.Ty po prostu nie
należałaś do tych popularnych,więc nie przyciągałaś ani uwagi,ani
wzroku kogokolwiek.Gdy lekcja się zaczęła,a stało się to nim
zauważyłaś,podniosłaś wzrok na tablice,gdzie obok nauczycielki,która
akurat chrząknęła stał jakiś chłopak.Wyłupiłaś lekko oczy.Nie wyglądał
znajomo,byłaś pewna,że widzisz go po raz pierwszy,ponieważ i on sam,był
tutaj pierwszy raz.Nauczycielka przedstawiała chłopaka.Ten miał nazywać
się Justin.Justin Bieber.Gdy przeszedł przez klasę,w poszukiwaniu
wolnego miejsca,spięłaś się, zdenerwowana nadzieją,że znajdzie je obok
Ciebie.Posłał Ci tylko szybkie spojrzenie siadając ławkę obok,przy
jakimś chłopaku,który również siedział sam.Odetchnęłaś głęboko w uldze i
zarazem zawodzie.Ale na co ty liczyłaś?Że taki ktoś jak on,usiądzie
obok kogoś takiego,jak ty?To znaczy,nie byłaś brzydka.Co więcej,byłaś na
prawdę piękna.Ale oprócz tego zbyt nieśmiała,by kiedykolwiek chociaż
odważyć się zagadać do kogokolwiek
Po lekcji pogadałaś chwilę z koleżankami z klasy i niedługo potem pożegnałyście się,a ty odwróciłaś się by zdążyć na kolejną lekcje
-O mój Boże-szepnęłaś,gdy podniosłaś wzrok chwilę potem,gdy dosłownie w kogoś wpadłaś.Usłyszałaś chłopięcy śmiech,więc rumieniąc się,odsunęłaś się od jego klatki piersiowej
-Wychodzi na to,że na mnie wpadłaś-zaśmiał się,wychodzi na to,że Justin.Ten nowy
-Ch-chyba tak.Przepraszam-szepnęłaś speszona
-To dobrze.Jestem tu nowy.Masz chwilę,żeby pokazać mi co i jak?-spytał,nie pozwalając Ci odejść,gdy stanął na przeciw Ciebie ponownie.Niepewnie skinęłaś głową,bo po prostu nie potrafiłaś odmówić pomocy
-Choć za mną
Pokazałaś Justinowi kilka najważniejszych pracowni,cały czas rozmawiając z nim.Atmosfera nie byłą wiec zbyt gęsta i niezręczna.Co więcej,mimo,że nawet na chwilę nie przestałaś być zdenerwowana,to potrafiłaś o tym zapomnieć
Zatrzymaliście się pod pracownią Anielskiego.Chłopak śmiał się akurat z jakiegoś żartu,który opowiedział,a ty po prostu nie mogłaś nie zauważyć,jak pięknym uśmiechem został obdarzony.Cóż.był lepszy od twojego.Nie wiedziałaś więc,czy to punkt ujemny,czy dodatni,dla niego
-Cóż.to tutaj mam lekcje-chłopak oblizał usta,gdy skinął głową.Chciałaś odejść,ale widziałaś,że jest jeszcze coś,co go męczyło.Chłopak widząc,że czekasz na to,westchnął
-Cóż.em,dziękuję za pomoc,[TI].Byłaś świetnym przewodnikiem-uśmiechnęłaś się delikatnie,spuszczając głowę w dół.Zazwyczaj nie byłaś aż tak...nie otwarta do ludzi.On wyjątkowo mocno Cię onieśmielał.Zwłaszcza,gdy uśmiechał się w ten sposób,w który robi to teraz
-Może mógłbym Ci się odwdzięczyć?-spojrzałaś zaciekawiona w jego oczy,gdy chłopak odchrząknął.Próbowałaś powstrzymać uśmiech,bo wyglądał na naprawdę zdenerwowanego
-To znaczy?
-Mógłbym Cię odwieść?
Po lekcji pogadałaś chwilę z koleżankami z klasy i niedługo potem pożegnałyście się,a ty odwróciłaś się by zdążyć na kolejną lekcje
-O mój Boże-szepnęłaś,gdy podniosłaś wzrok chwilę potem,gdy dosłownie w kogoś wpadłaś.Usłyszałaś chłopięcy śmiech,więc rumieniąc się,odsunęłaś się od jego klatki piersiowej
-Wychodzi na to,że na mnie wpadłaś-zaśmiał się,wychodzi na to,że Justin.Ten nowy
-Ch-chyba tak.Przepraszam-szepnęłaś speszona
-To dobrze.Jestem tu nowy.Masz chwilę,żeby pokazać mi co i jak?-spytał,nie pozwalając Ci odejść,gdy stanął na przeciw Ciebie ponownie.Niepewnie skinęłaś głową,bo po prostu nie potrafiłaś odmówić pomocy
-Choć za mną
Pokazałaś Justinowi kilka najważniejszych pracowni,cały czas rozmawiając z nim.Atmosfera nie byłą wiec zbyt gęsta i niezręczna.Co więcej,mimo,że nawet na chwilę nie przestałaś być zdenerwowana,to potrafiłaś o tym zapomnieć
Zatrzymaliście się pod pracownią Anielskiego.Chłopak śmiał się akurat z jakiegoś żartu,który opowiedział,a ty po prostu nie mogłaś nie zauważyć,jak pięknym uśmiechem został obdarzony.Cóż.był lepszy od twojego.Nie wiedziałaś więc,czy to punkt ujemny,czy dodatni,dla niego
-Cóż.to tutaj mam lekcje-chłopak oblizał usta,gdy skinął głową.Chciałaś odejść,ale widziałaś,że jest jeszcze coś,co go męczyło.Chłopak widząc,że czekasz na to,westchnął
-Cóż.em,dziękuję za pomoc,[TI].Byłaś świetnym przewodnikiem-uśmiechnęłaś się delikatnie,spuszczając głowę w dół.Zazwyczaj nie byłaś aż tak...nie otwarta do ludzi.On wyjątkowo mocno Cię onieśmielał.Zwłaszcza,gdy uśmiechał się w ten sposób,w który robi to teraz
-Może mógłbym Ci się odwdzięczyć?-spojrzałaś zaciekawiona w jego oczy,gdy chłopak odchrząknął.Próbowałaś powstrzymać uśmiech,bo wyglądał na naprawdę zdenerwowanego
-To znaczy?
-Mógłbym Cię odwieść?
Ja wiem,że wy
czekacie. Ale mam tyle zamówień, zwłaszcza tych zaległych,że nie
nadążam. Przepraszam Cię :( Zadaj pytanie jeszcze raz o swojego imagina,
a ja natychmiast go napiszę. Wiem, że czekacie. Tak dawno nie było
imagnów, że aż za tym zatęskniłam. Biorę się za pisanie, i czekam na
twoje zamówienie jeszcze raz. Podpisz tylko, że ono jest twoje. Much
love♥
Ja wiem,że wy
czekacie. Ale mam tyle zamówień, zwłaszcza tych zaległych,że nie
nadążam. Przepraszam Cię :( Zadaj pytanie jeszcze raz o swojego imagina,
a ja natychmiast go napiszę. Wiem, że czekacie. Tak dawno nie było
imagnów, że aż za tym zatęskniłam. Biorę się za pisanie, i czekam na
twoje zamówienie jeszcze raz. Podpisz tylko, że ono jest twoje. Much
love♥
Jęknęłaś wprost w
usta Justina,gdy ten chwytając za twoje uda tuż pod
pośladkami,przyciągnął Cię bliżej.Nie opierając się temu,naparłaś
mocniej na jego ciało,zgodnie,delikatnie i wolno poruszając ustami na
jego.Odwzajemniałaś każdy łapczywy pocałunek,oddając go ze zdwojoną
siłą.Chichotałaś,gdy co jakiś czas przygryzał twoją wargę i jęknęłaś po
raz kolejny,gdy obie dłonie chłopaka mocno ścisnęły twój tyłek.Nabrałaś
więcej powietrza,którego zaczęło Ci brakować.Justin wykorzystał
to,wprowadzając język do twojej buzi i czułaś,jak perfidnie uśmiecha się
wprost w twoje wargi.Czułaś,jak z chwili na chwilę atmosfera staje się
co raz bardziej gorąca.Na twojej skórze,muskanej przez jego kciuki
pojawiła się gęsia skórka,a on wiedząc,że ma Cię w garści,wręcz
gwałtownie przewrócił Was tak,że to on znajdował się na górze,pomiędzy
twoimi nogami.W szoku popatrzyłaś na zawadiacki uśmiech chłopaka,gdy
oderwał usta od twoich,zostawiając je nieusatysfakcjonowane i pragnące
większej dawki uwagi z jego strony,a Ciebie dyszącą,tuż pod nim.Czekałaś
no to, co zrobi dalej,czując,jak coś zaciska się w dole twojego
brzucha.W tej samej chwili dorwał się do twojej szyi sprawiając,że
dreszcz przeszył twoje ciało,a pulsowanie,tam na dole,narasta.Znów
jęknęłaś,gdy odpiął pierwszy guzik twojej koszuli,zaczynając całować
kawałek odsłoniętego dekoltu
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.

-Lena!-krzyknęłaś,a
pies zaraz pojawił się koło twojej nogi,machając radośnie
ogonem.Uśmiechnęłaś się i pomachałaś różową smyczą w powietrzu
-Chcesz iść na spacer?-zachichotałaś,gdy zaczęła szczekać i zapięłaś ją na jej szyi.Chwilę później szłaś już ciemnymi,mokrymi uliczkami,prowadząc Lenę tuż przy swojej nodze.Wieczór był wyjątkowo zimny,lecz nie mogłaś się temu dziwić, był listopad,a ty miałaś na sobie tylko bluzę.Przeklęłaś się w myśli,za to,że jak zwykle nie dbasz o swoje zdrowie i objęłaś się ramionami,gdy twoja szczęka zaczęła dygotać.Poczułaś mocniejszy powiew powietrza a po chwili usłyszałaś śmiechy jakiejś grupy.Ale "Jakiejś", to źle powiedziane.Obejrzałaś się za siebie widząc,jak grupa pijanych i śmiejących się mężczyzn niebezpiecznie zbliża się w twoim kierunku.Przyśpieszyłaś więc,starając się to ignorować,tak samo,jak strach rodzący się w tobie.Spojrzałaś na labradora obok Ciebie.Wiedziałaś,że nie byłaby w stanie Cię obronić.Westchnęłaś.
Po chwili głosy zaczynały być wyraźniejsze,a komentarze kierowane do Ciebie,coraz wyraźniej docierały do twoich uszu
-Skarbie poczekaj!Chcesz się zabawić?!-ucisk w twoim żołądku nie pozwolił Ci racjonalnie myśleć.Teraz jedyne,co mogłaś robić to bać się.Cholernie się bać i ignorować to.Ignorować,dopóki twoje ramie nie zostało brutalnie pociągnięte w tył.Jeden z tych pijanych idiotów zaczął Cię szarpać,śmiejąc się durnie.Na marne próbowałaś się wyrwać,kopiąc i bijąc wszystkich,których twoje kończyny spotkały na drodze.Lena szczekała głośno,skacząc dookoła całego zbiorowiska.Gwizdy i sprośne komentarze reszty grupy,która dopingowała tego,który Cię trzymał,tylko go nakręcały.Już przygotowywałaś się psychicznie,że za chwilę,najprawdopodobniej zgwałcą Cię,lub zabiją.Jęknęłaś,kolejny raz podejmując próbę ucieczki a kilka pierwszych łez zaczęło spływać wzdłuż twoich policzków
-Spierdalać od niej!-usłyszałaś.Glosy umilkły.Nie śmiali się już,nie szarpali,ale wciąż trzymali.Słyszałaś tylko bicie swego serca i swój głośny oddech
-Słyszałeś,co kurwa mówię?Puść ją i spierdalaj.Pogadam z tobą jutro,jak wytrzeźwiejesz-chłopak,który zdawał się "rządzić" nimi,podszedł bliżej i w tym momencie byłaś wolna.Chwyciłaś smycz Leny ocierając łzy
-Tak,szefie-całe zbiorowisko się rozeszło
-Nic Ci nie jest?-pokręciłaś głową
-Miałaś szczęście,że był tu twój pies.Usłyszałem,jak szczeka-popatrzyłaś na chłopaka.Być może i uratował Ci życie lub zdrowie,ale sam był równie przerażający,jak cała tamta grupa.Jego oczy były ciemne,a włosy jasne.Mogłaś to zobaczyć dzięki końcówkom platynowych włosów wydostających się z za jego szarego kaptura.Kości policzkowe mocno zarysowane,a dłonie schowane w kieszeniach.Był na prawdę przystojny,ale sposób,w jaki na Ciebie patrzył,po prostu przerażający
-Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem-znów się odezwał widząc,że Ciebie nie stać nawet na wyduszenie słowa
-Mieszkam tu niedawno-kiwnął głową-dziękuję za dziś.Tak mi się wydaje-uśmiechnął się delikatnie,unosząc kąciki
-Tak Ci się wydaje?wracaj do domu
-Chcesz iść na spacer?-zachichotałaś,gdy zaczęła szczekać i zapięłaś ją na jej szyi.Chwilę później szłaś już ciemnymi,mokrymi uliczkami,prowadząc Lenę tuż przy swojej nodze.Wieczór był wyjątkowo zimny,lecz nie mogłaś się temu dziwić, był listopad,a ty miałaś na sobie tylko bluzę.Przeklęłaś się w myśli,za to,że jak zwykle nie dbasz o swoje zdrowie i objęłaś się ramionami,gdy twoja szczęka zaczęła dygotać.Poczułaś mocniejszy powiew powietrza a po chwili usłyszałaś śmiechy jakiejś grupy.Ale "Jakiejś", to źle powiedziane.Obejrzałaś się za siebie widząc,jak grupa pijanych i śmiejących się mężczyzn niebezpiecznie zbliża się w twoim kierunku.Przyśpieszyłaś więc,starając się to ignorować,tak samo,jak strach rodzący się w tobie.Spojrzałaś na labradora obok Ciebie.Wiedziałaś,że nie byłaby w stanie Cię obronić.Westchnęłaś.
Po chwili głosy zaczynały być wyraźniejsze,a komentarze kierowane do Ciebie,coraz wyraźniej docierały do twoich uszu
-Skarbie poczekaj!Chcesz się zabawić?!-ucisk w twoim żołądku nie pozwolił Ci racjonalnie myśleć.Teraz jedyne,co mogłaś robić to bać się.Cholernie się bać i ignorować to.Ignorować,dopóki twoje ramie nie zostało brutalnie pociągnięte w tył.Jeden z tych pijanych idiotów zaczął Cię szarpać,śmiejąc się durnie.Na marne próbowałaś się wyrwać,kopiąc i bijąc wszystkich,których twoje kończyny spotkały na drodze.Lena szczekała głośno,skacząc dookoła całego zbiorowiska.Gwizdy i sprośne komentarze reszty grupy,która dopingowała tego,który Cię trzymał,tylko go nakręcały.Już przygotowywałaś się psychicznie,że za chwilę,najprawdopodobniej zgwałcą Cię,lub zabiją.Jęknęłaś,kolejny raz podejmując próbę ucieczki a kilka pierwszych łez zaczęło spływać wzdłuż twoich policzków
-Spierdalać od niej!-usłyszałaś.Glosy umilkły.Nie śmiali się już,nie szarpali,ale wciąż trzymali.Słyszałaś tylko bicie swego serca i swój głośny oddech
-Słyszałeś,co kurwa mówię?Puść ją i spierdalaj.Pogadam z tobą jutro,jak wytrzeźwiejesz-chłopak,który zdawał się "rządzić" nimi,podszedł bliżej i w tym momencie byłaś wolna.Chwyciłaś smycz Leny ocierając łzy
-Tak,szefie-całe zbiorowisko się rozeszło
-Nic Ci nie jest?-pokręciłaś głową
-Miałaś szczęście,że był tu twój pies.Usłyszałem,jak szczeka-popatrzyłaś na chłopaka.Być może i uratował Ci życie lub zdrowie,ale sam był równie przerażający,jak cała tamta grupa.Jego oczy były ciemne,a włosy jasne.Mogłaś to zobaczyć dzięki końcówkom platynowych włosów wydostających się z za jego szarego kaptura.Kości policzkowe mocno zarysowane,a dłonie schowane w kieszeniach.Był na prawdę przystojny,ale sposób,w jaki na Ciebie patrzył,po prostu przerażający
-Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem-znów się odezwał widząc,że Ciebie nie stać nawet na wyduszenie słowa
-Mieszkam tu niedawno-kiwnął głową-dziękuję za dziś.Tak mi się wydaje-uśmiechnął się delikatnie,unosząc kąciki
-Tak Ci się wydaje?wracaj do domu

Wzięłaś kolejną
chusteczkę z kartonowego pudełka,którą już po chwili wykorzystałaś i
jęknęłaś głośno.To było tylko zwykłe przeziębienie a ty czułaś,jakbyś
miała umierać tu i teraz
-Cześć kochanie-szepnął Justin,którego usłyszałaś gdzieś z boku.Po chwili cicho wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi,a ty zakryłaś twarz dłońmi w chwili,w której miał na Ciebie spojrzeć.Do szczęścia brakowało Ci tylko tego,by twój chłopak wyglądający jak model z wybiegu widział Cię w takim stanie,w jakim byłaś przez chorobę.Usłyszałaś jak chichocze
-Idź dobie Justin.Wyglądam strasznie-jęknęłaś i pociągnęłaś nosem.Justin najwyraźniej nie zamierzał Cię posłuchać.Nigdy tego nie robił,jeśli chodziło o podobne błahostki.Łóżko obok Ciebie ugięło się,a chwilę później dłonie Justina trzymały twoje nadgarstki,próbując usunąć ręce z twojej twarzy
-No dalej,[TI].Ty zawsze jesteś dla mnie piękna,wiesz?-popatrzyłaś swoimi czerwonymi oczami w te śliczne,należące do Justina-Nawet z tym czerwonym noskiem i policzkami-zaśmiał się,gładząc twoją zaczerwienioną,gorącą skórę,zbliżając swoją twarz,by Cię pocałować.Uformował usta w dzióbek,a gdy znalazł się niebezpiecznie blisko,położyłaś na nich swój palec.Trzeba było zobaczyć,jak zabawnie to wyglądało.Jego brwi ściągnięte razem w zdziwieniu,oczy szukające odpowiedzi w twoich i jego uformowane do pocałunku usta na twoim palcu.Parsknęłaś śmiechem
-Chcę pocałować swoją dziewczynę,[TI].Możesz mi powiedzieć,co stoi mi na przeszkodzie?-za równo na twojej twarzy,jak i sercu zagościło jeszcze większe ciepło na to,że nazwał Cię swoją dziewczyną mimo,że byłaś tego w pełni świadoma.Byłaś jego dziewczyną.Kochałaś to,jak cudownie to brzmi.Po chwili westchnęłaś
-Twoją dziewczynę,a nie,jej zarazki.Nie ma buzi buzi,do póki nie wyzdrowieję-zaprotestowałaś wykonując ruch palcem,nawet nie zdając sobie sprawy,jak zabawna i słodka jesteś w oczach chłopaka,który zaśmiał się gardłowo.Otworzyłaś oczy by popatrzyć na Justina
-Cóż,skoro nie ma "buzi buzi"-parsknęłaś,patrząc rozbawiona na chłopaka,gdy wstał z twojej kołdry-do póki nie wyzdrowiejesz,muszę Ci z tym pomóc.Przyniosłem Ci syrop,który sam zrobiłem-uśmiechnął się zawadiacko i pewnie za razem,gdy wyjął z małej reklamówki szklaną buteleczkę.Położyłaś dłoń do ust,próbując powstrzymać śmiech
-Ty,czy twoja mama?-spojrzał na Ciebie kpiąco,gdy już nalewał gęsty,brązowy płyn na łyżeczkę i wpakował ją do twojej buzi
-Czy to gówno ma znaczenie?
-Mmm-jęknęłaś,przełykając słodki syrop.Oblizałaś wargi,gdy Justin znów usiadł obok Ciebie.Spojrzał w twoje oczy,kładąc dłoń na twoim policzku
-Czy teraz mogę?-spytał cicho,gotowy do kolejnej próby skradnięcia buziaka od Ciebie.Zanim jego usta zdążyły zderzyć się z twoimi,ty położyłaś na jego ustach całą dłoń,całując go przez swoją własną rękę.Zachichotałaś,gdy przewrócił oczyma
-[Ti]-jęknął,przeciągając
-Justiiiin-naśladowałaś go.Teraz to ty pogładziłaś jego policzek.
Resztę dnia i wieczoru spędziliście na oglądaniu filmów.Oczywiście ty,nie puszczałaś go z objęć cały ten czas
-Cześć kochanie-szepnął Justin,którego usłyszałaś gdzieś z boku.Po chwili cicho wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi,a ty zakryłaś twarz dłońmi w chwili,w której miał na Ciebie spojrzeć.Do szczęścia brakowało Ci tylko tego,by twój chłopak wyglądający jak model z wybiegu widział Cię w takim stanie,w jakim byłaś przez chorobę.Usłyszałaś jak chichocze
-Idź dobie Justin.Wyglądam strasznie-jęknęłaś i pociągnęłaś nosem.Justin najwyraźniej nie zamierzał Cię posłuchać.Nigdy tego nie robił,jeśli chodziło o podobne błahostki.Łóżko obok Ciebie ugięło się,a chwilę później dłonie Justina trzymały twoje nadgarstki,próbując usunąć ręce z twojej twarzy
-No dalej,[TI].Ty zawsze jesteś dla mnie piękna,wiesz?-popatrzyłaś swoimi czerwonymi oczami w te śliczne,należące do Justina-Nawet z tym czerwonym noskiem i policzkami-zaśmiał się,gładząc twoją zaczerwienioną,gorącą skórę,zbliżając swoją twarz,by Cię pocałować.Uformował usta w dzióbek,a gdy znalazł się niebezpiecznie blisko,położyłaś na nich swój palec.Trzeba było zobaczyć,jak zabawnie to wyglądało.Jego brwi ściągnięte razem w zdziwieniu,oczy szukające odpowiedzi w twoich i jego uformowane do pocałunku usta na twoim palcu.Parsknęłaś śmiechem
-Chcę pocałować swoją dziewczynę,[TI].Możesz mi powiedzieć,co stoi mi na przeszkodzie?-za równo na twojej twarzy,jak i sercu zagościło jeszcze większe ciepło na to,że nazwał Cię swoją dziewczyną mimo,że byłaś tego w pełni świadoma.Byłaś jego dziewczyną.Kochałaś to,jak cudownie to brzmi.Po chwili westchnęłaś
-Twoją dziewczynę,a nie,jej zarazki.Nie ma buzi buzi,do póki nie wyzdrowieję-zaprotestowałaś wykonując ruch palcem,nawet nie zdając sobie sprawy,jak zabawna i słodka jesteś w oczach chłopaka,który zaśmiał się gardłowo.Otworzyłaś oczy by popatrzyć na Justina
-Cóż,skoro nie ma "buzi buzi"-parsknęłaś,patrząc rozbawiona na chłopaka,gdy wstał z twojej kołdry-do póki nie wyzdrowiejesz,muszę Ci z tym pomóc.Przyniosłem Ci syrop,który sam zrobiłem-uśmiechnął się zawadiacko i pewnie za razem,gdy wyjął z małej reklamówki szklaną buteleczkę.Położyłaś dłoń do ust,próbując powstrzymać śmiech
-Ty,czy twoja mama?-spojrzał na Ciebie kpiąco,gdy już nalewał gęsty,brązowy płyn na łyżeczkę i wpakował ją do twojej buzi
-Czy to gówno ma znaczenie?
-Mmm-jęknęłaś,przełykając słodki syrop.Oblizałaś wargi,gdy Justin znów usiadł obok Ciebie.Spojrzał w twoje oczy,kładąc dłoń na twoim policzku
-Czy teraz mogę?-spytał cicho,gotowy do kolejnej próby skradnięcia buziaka od Ciebie.Zanim jego usta zdążyły zderzyć się z twoimi,ty położyłaś na jego ustach całą dłoń,całując go przez swoją własną rękę.Zachichotałaś,gdy przewrócił oczyma
-[Ti]-jęknął,przeciągając
-Justiiiin-naśladowałaś go.Teraz to ty pogładziłaś jego policzek.
Resztę dnia i wieczoru spędziliście na oglądaniu filmów.Oczywiście ty,nie puszczałaś go z objęć cały ten czas

Tego dnia,ty i
Justin spotkaliście się jak zwykle.Robiliście to,co zawsze i to,co
zawsze robi się,gdy jest się czyjąś dziewczyną,lub
chłopakiem.Siedzieliście na jego łóżku,rozmawialiście,wygłupialiście się
i całowaliście.W pewnym momencie postanowiliście włączyć muzykę,by
dowiedzieć się,co obje lubicie.Nie byliście ze sobą wystarczająco
długo,by wiedzieć o sobie wszystko,by znać się na wylot.Ale to wcale nie
było źle.Każdego dnia dowiadywałaś się o nim co raz więcej i więcej i
właśnie to kochałaś w nim.Mało kto wiedział o tym,że ma jakiekolwiek
uczucia i mimo,że przed tobą też było mu Ciężko je pokazać,starał
się.Czułaś się w pewien sposób dobrze,ponieważ mimo,że nie wiele,mówił
Ci o sobie coś nowego,niemal,że codziennie
"oh me i fall in love with you every single day,and i just wanna tell u im"
-Boże,[TI]!-krzyknął Justin,a ty spojrzałaś na niego zdziwiona-błagam wyłącz to!-zatkał uszy rękoma,zaciskając zęby.Przewróciłaś oczami na jego głupkowatość i wcisnęłaś pauzę w swojej playliście
-Jesteś durny.Jak można nie lubić Eda Sheerana?!
-Pff,teraz moja kolej-chłopak wyjął swojego I Phone'a,wciskając coś i już po chwili wsłuchiwałaś się w dźwięk piosenki kogoś o kim istnieniu nie miałaś pojęcia
-"Late night when you need my love.And i know when that hotline bling"-patrzyłaś na Justina,który śpiewał razem z wykonawcą.Patrzył na Ciebie,a ty zagryzałaś wargę pod wrażeniem,jak dobrze mu to wychodziło.Gdy piosenka się skończyła,Justin zatrzymał playlistę i spojrzał na Ciebie
-I jak?
-Nie wiedziałam,że umiesz śpiewać-odparłaś.Justin westchnął
-Mówiłem raczej o piosence.Podobała Ci się?-oh,jasne.Nikt przecież nie mógł się dowiedzieć,że Justin Bieber śpiewa.Zaśmiałaś się przez to,jakie urocze to było
-Nie wiem.Nie znam jej ani tym bardziej wykonawcy-przyznałaś cicho-ale podobało mi się,jak śpiewasz-zabawnie poruszyłaś brwiami.Widziałaś,jak ukradkiem przewraca oczami i zaciska usta
-Jak możesz nie znać Drakea?!-naśladował Cię z wcześniej,gdy zareagowałaś na to,że nie podobało mu się "Thinking Out Loud",Eda
-Pff.Nie mam takiego głosu-broniłaś się i uśmiechnęłaś zadziornie-W sumie,nie każdy ma taki głos jak ty,Bieber.Nie każdy śpiewa tak dobrze
-Przestań,[Ti]-warknął,próbując brzmieć groźnie.W efekcie jego zdenerwowania był jak mały,zdenerwowany chłopiec,którego zawstydziła jakaś starsza koleżanka
-Będziesz mi teraz śpiewał co wieczór na dobranoc?-nie odezwał się,zaczynając szperać w swoim telefonie.Oblizałaś usta,próbując się nie roześmiać,gdy jawnie Cię ignorował
-Oh więc teraz mnie ignorujesz,tak?Przepraszam,Jay-szepnęłaś,patrząc na jego profil wplątując dłoń w jego włosy.Zmusiłaś go tym samym do spojrzenia na Ciebie i szybko wpiłaś się w usta chłopaka.Ten szybko odwzajemnił pocałunek,zsadzając Cię na swoich udach
-Nikomu słowa o tym,co słyszałaś-mruknął cicho wprost do twojego ucha,gdy obejmowałaś jego szyję po skończonym pocałunku.Mimo,że to też miało być groźne,zdecydowanie nie było
-Nic nie pisnę.W końcu,będziesz śpiewał tylko dla mnie-jęknął,gdy parskn
"oh me i fall in love with you every single day,and i just wanna tell u im"
-Boże,[TI]!-krzyknął Justin,a ty spojrzałaś na niego zdziwiona-błagam wyłącz to!-zatkał uszy rękoma,zaciskając zęby.Przewróciłaś oczami na jego głupkowatość i wcisnęłaś pauzę w swojej playliście
-Jesteś durny.Jak można nie lubić Eda Sheerana?!
-Pff,teraz moja kolej-chłopak wyjął swojego I Phone'a,wciskając coś i już po chwili wsłuchiwałaś się w dźwięk piosenki kogoś o kim istnieniu nie miałaś pojęcia
-"Late night when you need my love.And i know when that hotline bling"-patrzyłaś na Justina,który śpiewał razem z wykonawcą.Patrzył na Ciebie,a ty zagryzałaś wargę pod wrażeniem,jak dobrze mu to wychodziło.Gdy piosenka się skończyła,Justin zatrzymał playlistę i spojrzał na Ciebie
-I jak?
-Nie wiedziałam,że umiesz śpiewać-odparłaś.Justin westchnął
-Mówiłem raczej o piosence.Podobała Ci się?-oh,jasne.Nikt przecież nie mógł się dowiedzieć,że Justin Bieber śpiewa.Zaśmiałaś się przez to,jakie urocze to było
-Nie wiem.Nie znam jej ani tym bardziej wykonawcy-przyznałaś cicho-ale podobało mi się,jak śpiewasz-zabawnie poruszyłaś brwiami.Widziałaś,jak ukradkiem przewraca oczami i zaciska usta
-Jak możesz nie znać Drakea?!-naśladował Cię z wcześniej,gdy zareagowałaś na to,że nie podobało mu się "Thinking Out Loud",Eda
-Pff.Nie mam takiego głosu-broniłaś się i uśmiechnęłaś zadziornie-W sumie,nie każdy ma taki głos jak ty,Bieber.Nie każdy śpiewa tak dobrze
-Przestań,[Ti]-warknął,próbując brzmieć groźnie.W efekcie jego zdenerwowania był jak mały,zdenerwowany chłopiec,którego zawstydziła jakaś starsza koleżanka
-Będziesz mi teraz śpiewał co wieczór na dobranoc?-nie odezwał się,zaczynając szperać w swoim telefonie.Oblizałaś usta,próbując się nie roześmiać,gdy jawnie Cię ignorował
-Oh więc teraz mnie ignorujesz,tak?Przepraszam,Jay-szepnęłaś,patrząc na jego profil wplątując dłoń w jego włosy.Zmusiłaś go tym samym do spojrzenia na Ciebie i szybko wpiłaś się w usta chłopaka.Ten szybko odwzajemnił pocałunek,zsadzając Cię na swoich udach
-Nikomu słowa o tym,co słyszałaś-mruknął cicho wprost do twojego ucha,gdy obejmowałaś jego szyję po skończonym pocałunku.Mimo,że to też miało być groźne,zdecydowanie nie było
-Nic nie pisnę.W końcu,będziesz śpiewał tylko dla mnie-jęknął,gdy parskn

Pierwszy dzień w
nowej pracy.Ty stojąca za ladą i podekscytowana jak nigdy a przed twoimi
oczami całe eleganckie lobby.Miałaś tylko wydawać kluczyki do
pokojów-nic trudnego.I faktycznie to robiłaś cały dzień.Z pięknym
uśmiechem witałaś i żegnałaś klientów,w między czasie plotkując z nowo
poznanymi koleżankami z pracy.Jako nowo zatrudniona "pani stojąca za
ladą w hotelu" zbierałaś wszystkie najważniejsze nowinki i
plotki,ponieważ wszystkie te kobiety korzystały z możliwości przeżywania
tych historyjek jeszcze raz.Co wieczór,w każdą sobotę,że komo pojawiać
miał się tu jakiś mężczyzna.Ale nie taki,jak
każdy.Czarujący,tajemniczy,uśmiechający się zawsze w ten sam cudowny
sposób,rób nie robiący tego w ogóle.Tak twierdziły-jak wspaniały może
być jakiś zwykły facet?-kpiłaś,przyglądając się w oddali szepczącym i
chichoczącym przyjaciółkom.Były miłe,ale każda głupia jak but
-Przepraszam-spojrzałaś na osobę stojącą po drugiej stronie lady-chciałbym się zameldować.Moje nazwisko to Justin Bieber.Jest rezerwacja-po tym,jak przełknęłaś ślinę,zaczęłaś szperać coś w komputerze,by wyszukać podane przez faceta nazwisko
-Faktycznie-przyznałaś.Kątem oka spojrzałaś na koleżanki posyłające Ci spojrzenie typu "a nie mówiłam?"
Zamrugałaś kilkukrotnie powiekami, zanim drżącą lekko dłonią podałaś mężczyźnie kartę,będącą kluczem.Ten odbierając ją z twojej dłoni uśmiechnął się czarująco i dostrzegając twoje zarumienione policzki-puścił Ci dyskretne oczko
-Dziękuję-patrzyłaś oniemiała na plecy mężczyzny,gdy odchodził
-Przepraszam-spojrzałaś na osobę stojącą po drugiej stronie lady-chciałbym się zameldować.Moje nazwisko to Justin Bieber.Jest rezerwacja-po tym,jak przełknęłaś ślinę,zaczęłaś szperać coś w komputerze,by wyszukać podane przez faceta nazwisko
-Faktycznie-przyznałaś.Kątem oka spojrzałaś na koleżanki posyłające Ci spojrzenie typu "a nie mówiłam?"
Zamrugałaś kilkukrotnie powiekami, zanim drżącą lekko dłonią podałaś mężczyźnie kartę,będącą kluczem.Ten odbierając ją z twojej dłoni uśmiechnął się czarująco i dostrzegając twoje zarumienione policzki-puścił Ci dyskretne oczko
-Dziękuję-patrzyłaś oniemiała na plecy mężczyzny,gdy odchodził
Więc
tak, taką formę by to przyjmowało.W skrócie-jeśli mam jakiś pomysł,będę
robiła to w ten sposób. Krótki imagin z jakimś adekwatnym gifem
Justina,bo to w końcu ask z imaginami o nim ;D Piszcie, dawajcie znać,
czy podoba wam się takie coś.Nie będę robić przecież czegoś, co się wam
nie spodoba i nie przyjmie się :)
Kręcąc powoli
biodrami w rytm muzyki, opierając się plecami o metalową rurę za
tobą,powoli zbliżałaś się ku dołowi.Gdy się tam znalazłaś,szybkim
ruchem,na prostych,długich nogach,wypinając lekko pośladki wyprostowałaś
się.Zrobiłaś kilka obrotów na róże aż wreszcie spojrzałaś przed
siebie,na publiczność-oczywiście samych facetów.Czułaś się źle.To mało
powiedziane.Jednak celem,dla którego to robisz,było coś,co dzięki czemu
miałaś nadzieję,że Bóg Ci wybaczy.Ale to było tylko
nadzieją.Kontynuowałaś swój erotyczny taniec,nawet nie chcąc dostrzegać
ich oczu pełnych pożądania.Kontynuowałaś,ze świadomością,że każdy z tych
napaleńców wyobraża sobie Ciebie,w o wiele bardziej wulgarnej
sytuacji,niż i tak aktualnie się znajdowałaś.Nie przeszło Ci jednak
przez myśl,że jeden z nich,tam przed tobą jest zainteresowany tobą
szczególnie
Minęło kilka dni.Dziś znów twoja kolej.Odbębniłaś to co miałaś do roboty i niemal płacząc ze wstydu przed samą sobą-zeszłaś ze sceny.Już miałaś udać się do szatni,gdy poczułaś,jak coś chwyta twój łokieć,gwałtownie obraca,a chwilę później mocno całuje.Zacisnęłaś mocno oczy,ale to i tak nie powstrzymało łez.Najgorsze było to,że nie mogłaś nic zrobić.To,co robił,było w zakresie twoich "usług"
-Dlaczego płaczesz?-spytał zdziwiony mężczyzna,gdy poczuł na swojej twarzy twoje łzy.Wiedziałaś,że musisz się natychmiast ogarnąć
-To nic-szepnęłaś.Spojrzałaś w jego oczy.Owszem,były przepełnione wielkim pożądaniem,jak zawsze.Ale nie ukrywał również...smutku?Ponownie przyciągnęłaś go do pocałunku.Znaleźliście jakiś wolny pokój i chłopak nie przejmował się już twoim stanem emocjonalnym.Szybko zdzierał z Ciebie jakiekolwiek ubrania,nie przestając Cię całować-to tylko praca-powtarzałaś sobie.Zrobił to,co chciał i to po co tu przyszedł,ponieważ to było to,czym był zainteresowany.Wszedł w ciebie delikatnie i wszystko jakoś się potoczyło.Po wszystkim,gdy ubierałaś się kątem oka dostrzegłaś,jak wciąż na Ciebie zerka
-Nie jesteś tu,bo tego chcesz,prawda?
-Nie twoja pieprzona sprawa-syknęłaś patrząc na jego twarz,gdy on również był już ubrany.Zacisnął usta w cienką linkę i zbliżył się
-Od dawna tu bywam.Tylko i wyłącznie z twojego powodu.Widzę,że masz problem,że nie jesteś taka,jak twoje koleżanki stąd-spuściłaś głowę,starając się,by jednak nie okazywać zbytniej słabości-Chciałbym Ci kiedyś pomóc,ale nie wiem jak.Sam fakt,że płakałaś,świadczy o tym,że nie jesteś bezwartościowa-miałaś wrażenie,że się przesłyszałaś.Chciałaś nawet uszczypnąć się w ramie,ale nie chciałaś wyjść na głupią.Miło było usłyszeć coś takiego
-Robię to bo muszę-podniosłaś z podłogi buty-i ani ty ani nikt inny mi nie może pomóc.Ale...dziękuję-wysiliłaś się na jeden szczery uśmiech,specjalnie dla niego,zanim wyszłaś.Jeszcze wtedy nie miałaś pojęcia,że wróci tam znów.
Minęło kilka dni.Dziś znów twoja kolej.Odbębniłaś to co miałaś do roboty i niemal płacząc ze wstydu przed samą sobą-zeszłaś ze sceny.Już miałaś udać się do szatni,gdy poczułaś,jak coś chwyta twój łokieć,gwałtownie obraca,a chwilę później mocno całuje.Zacisnęłaś mocno oczy,ale to i tak nie powstrzymało łez.Najgorsze było to,że nie mogłaś nic zrobić.To,co robił,było w zakresie twoich "usług"
-Dlaczego płaczesz?-spytał zdziwiony mężczyzna,gdy poczuł na swojej twarzy twoje łzy.Wiedziałaś,że musisz się natychmiast ogarnąć
-To nic-szepnęłaś.Spojrzałaś w jego oczy.Owszem,były przepełnione wielkim pożądaniem,jak zawsze.Ale nie ukrywał również...smutku?Ponownie przyciągnęłaś go do pocałunku.Znaleźliście jakiś wolny pokój i chłopak nie przejmował się już twoim stanem emocjonalnym.Szybko zdzierał z Ciebie jakiekolwiek ubrania,nie przestając Cię całować-to tylko praca-powtarzałaś sobie.Zrobił to,co chciał i to po co tu przyszedł,ponieważ to było to,czym był zainteresowany.Wszedł w ciebie delikatnie i wszystko jakoś się potoczyło.Po wszystkim,gdy ubierałaś się kątem oka dostrzegłaś,jak wciąż na Ciebie zerka
-Nie jesteś tu,bo tego chcesz,prawda?
-Nie twoja pieprzona sprawa-syknęłaś patrząc na jego twarz,gdy on również był już ubrany.Zacisnął usta w cienką linkę i zbliżył się
-Od dawna tu bywam.Tylko i wyłącznie z twojego powodu.Widzę,że masz problem,że nie jesteś taka,jak twoje koleżanki stąd-spuściłaś głowę,starając się,by jednak nie okazywać zbytniej słabości-Chciałbym Ci kiedyś pomóc,ale nie wiem jak.Sam fakt,że płakałaś,świadczy o tym,że nie jesteś bezwartościowa-miałaś wrażenie,że się przesłyszałaś.Chciałaś nawet uszczypnąć się w ramie,ale nie chciałaś wyjść na głupią.Miło było usłyszeć coś takiego
-Robię to bo muszę-podniosłaś z podłogi buty-i ani ty ani nikt inny mi nie może pomóc.Ale...dziękuję-wysiliłaś się na jeden szczery uśmiech,specjalnie dla niego,zanim wyszłaś.Jeszcze wtedy nie miałaś pojęcia,że wróci tam znów.
Po
pierwsze imagin taki sobie,bo wątpię,by którykolwiek facet przyszedł
kiedykolwiek do burdelu,by się zakochać.Wybacz mi to określenie.A po
drugie,wiem,że czekałaś,ale nie ty jedyna.Wszystkich bardzo za to
przepraszam :(
-[TI],moim drodzy
jest nowa w naszej klasie.Byłabym zadowolona,gdybyście ciepło ją
przyjęli-spuściłaś wzrok,marząc jedynie o tym,by ta oficjalna gadka
nauczycielki jak najszybciej się skończyła.Ani ona,ani tym bardziej ty,
nie miałaś na to najmniejszej ochoty.
-Możesz usiąść obok...-nauczycielka przeszyła wzrokiem po klasie,zatrzymując się na jednej z osób,obok której miejsce akurat było wolne-obok Pana Biebera-powiedziała dumnie.Momentalnie twój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem tego chłopaka,w czasie,gdy automatycznie przełknęłaś ślinę.
Patrzył na Ciebie w ten sposób:
-Możesz usiąść obok...-nauczycielka przeszyła wzrokiem po klasie,zatrzymując się na jednej z osób,obok której miejsce akurat było wolne-obok Pana Biebera-powiedziała dumnie.Momentalnie twój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem tego chłopaka,w czasie,gdy automatycznie przełknęłaś ślinę.
Patrzył na Ciebie w ten sposób:
Na
prawdę zależy mi na waszej opinii,szczególnie pod względem tych
numerków. To dobry pomysł? Jestem otwarta na każde wasze słowa i uwagi.
Much love <3

Podniosłaś jedno z
kartonowych pudeł z pomiędzy całej sterty podobnych takich,stojących na
podłodze.wyprostowałaś się i poprawiłaś je na swoich ramionach,by nie
osunęło się,lecz zanim mogłabyś zrobić chociażby jeden krok,Justin,twój
narzeczony,szybko zabrał je od Ciebie ze słowami:
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)

Kochani, jako, że
dosłownie za chwilę stuknie 300 obs, chcieli byście coś specjalnego?
Jakąś grę, całą noc pogadanek, czy taką umowę, że w dany dzień np
napiszę wszystkie prośby o imaginy, z (tylko) tego dnia? (w miarę
możliwości, jeśli będzie ich za dużo) ;D Koniecznie musicie mi coś
napisać, zaproponować. Im więcej osób się zgłosi, tym większe szanse, że
na coś się umówimy. Więc ten, do zobaczenia :')
Tego dnia,Justin zaprosił Cię do siebie na wieczór.Patrzyłaś na
telefon,uśmiechając się pod nosem,gdy kolejny raz odczytywałaś tego
samego sms od Justina.Twojego chłopaka,z którym jesteś na prawdę
krótko.Zanim w ogóle mógł oficjalnie nazywać Cię swoją i tylko
swoją,musiał się biedaczek natrudzić.I wciąż to robił.Wcześniej sporo
słyszałaś na jego temat.Że dla niego wszelaka dziewczyna to nic innego
poza szybką zabawką.Ale ty nie oceniałaś tego pochopnie,nie oceniałaś
jego.I faktycznie,to,że dałaś mu szansę było jedną z najlepszych decyzji
w twoim życiu.Jednak niczego nie zamierzałaś mu ułatwiać.Starał się i
to było tym,co doceniałaś.To,co było złe,przyznawałaś i nie poddawałaś
się temu.Nie poddawałaś się się jego urokowi.Byłaś czujna,zanim mu
zaufałaś.Zagryzłaś wargę,nie panując nad tym i odpowiedziałaś tylko
krótko,że na pewno wpadniesz.Stojąc już przed drzwiami mieszkania
Justina,szybko poprawiłaś włosy,by ich objętość była lepsza i zapukałaś
-TI]-odparł,automatycznie się uśmiechając.Odpowiedziałaś tym samym w czasie gdy chłopak dalej lustrował Cię wzrokiem.Gdy wrócił do twoich oczu,odchrząknął i gestem dłoni wpuścił Cię do środka.Chichocząc i kręcąc głową weszłaś tak,jak Ci to sugerował
-Cieszę się,że przyszłaś-podniosłaś wzrok na oczy chłopaka,gdy zdjęłaś już buty.Uniosłaś brew
-Jest powód,dla którego miałabym tego nie zrobić?
-C-Co? Nie!-bronił się.Ponownie się zaśmiałaś,jednocześnie z uśmiechem podchodząc i obejmując kark Justina
-Cześć głuptasie-szybko cmoknęłaś jego usta.Gdy miałaś się oddalić,przytrzymał ręką twoją talię zmuszając,by twoje usta dłużej pozostały na jego
-Więc co będzie robić?-spytałaś,patrząc na chłopaka,który włączył TV.Po chwili dosiadł się obok Ciebie na kanapie.Gdy tylko film zaczął się,nie mogłaś,że to się dzieję
-Nie wierzę-Justin spojrzał na Ciebie zaciekawiony
-Na prawdę Justin?-popatrzyłaś na Justina,który tylko przewrócił oczyma
-Tak-wzruszył ramionami-to źle?Myślałem,że dziewczyny to lubią.Nie musimy tego oglądać,jeśli nie chcesz.Mam jeszcze wszystkie części szybkich i wśc-przerwałaś mu śmiechem
-Jasne,że chcę!Nie sądziłam tylko,że stać Cie na coś takiego-przyznałaś w geście uznania.Przysunęłaś się do chłopaka i cmoknęłaś jego policzek
-Uważasz,że nie jestem romantyczny?-prychnął,jakby to była dla niego jakaś obelga
-Sam tak uważasz-westchnął
-Fakt-zaśmiałaś się i oparłaś głowę na jego ramieniu,a on objął Cię swoim
-Ale dla Ciebie mogę spróbować-poczułaś,jak znów wzrusza ramieniem.Po chwili pocałował czubek twojej głowy.Oglądaliście film w spokoju do końca.Kiedy pojawiła się scena erotyczna,faktycznie byłaś nieco zmieszana,a Justin jedynie śmiał się,czując,że jesteś spięta
-Nie musisz się denerwować,[TI
-Oh,zamknij się-warknęłaś i uderzyłaś w jego ramię.
Na końcu filmu,mimo prób,i tak nie potrafiłaś powstrzymać kilku łez.Widziałaś,jak wtedy chłopak też powstrzymywał śmiech,ale wytarł jedną z twoich łez.Gdy film się skończył,przegadaliście jeszcze cały wieczór
*
-TI]-odparł,automatycznie się uśmiechając.Odpowiedziałaś tym samym w czasie gdy chłopak dalej lustrował Cię wzrokiem.Gdy wrócił do twoich oczu,odchrząknął i gestem dłoni wpuścił Cię do środka.Chichocząc i kręcąc głową weszłaś tak,jak Ci to sugerował
-Cieszę się,że przyszłaś-podniosłaś wzrok na oczy chłopaka,gdy zdjęłaś już buty.Uniosłaś brew
-Jest powód,dla którego miałabym tego nie zrobić?
-C-Co? Nie!-bronił się.Ponownie się zaśmiałaś,jednocześnie z uśmiechem podchodząc i obejmując kark Justina
-Cześć głuptasie-szybko cmoknęłaś jego usta.Gdy miałaś się oddalić,przytrzymał ręką twoją talię zmuszając,by twoje usta dłużej pozostały na jego
-Więc co będzie robić?-spytałaś,patrząc na chłopaka,który włączył TV.Po chwili dosiadł się obok Ciebie na kanapie.Gdy tylko film zaczął się,nie mogłaś,że to się dzieję
-Nie wierzę-Justin spojrzał na Ciebie zaciekawiony
-Na prawdę Justin?-popatrzyłaś na Justina,który tylko przewrócił oczyma
-Tak-wzruszył ramionami-to źle?Myślałem,że dziewczyny to lubią.Nie musimy tego oglądać,jeśli nie chcesz.Mam jeszcze wszystkie części szybkich i wśc-przerwałaś mu śmiechem
-Jasne,że chcę!Nie sądziłam tylko,że stać Cie na coś takiego-przyznałaś w geście uznania.Przysunęłaś się do chłopaka i cmoknęłaś jego policzek
-Uważasz,że nie jestem romantyczny?-prychnął,jakby to była dla niego jakaś obelga
-Sam tak uważasz-westchnął
-Fakt-zaśmiałaś się i oparłaś głowę na jego ramieniu,a on objął Cię swoim
-Ale dla Ciebie mogę spróbować-poczułaś,jak znów wzrusza ramieniem.Po chwili pocałował czubek twojej głowy.Oglądaliście film w spokoju do końca.Kiedy pojawiła się scena erotyczna,faktycznie byłaś nieco zmieszana,a Justin jedynie śmiał się,czując,że jesteś spięta
-Nie musisz się denerwować,[TI
-Oh,zamknij się-warknęłaś i uderzyłaś w jego ramię.
Na końcu filmu,mimo prób,i tak nie potrafiłaś powstrzymać kilku łez.Widziałaś,jak wtedy chłopak też powstrzymywał śmiech,ale wytarł jedną z twoich łez.Gdy film się skończył,przegadaliście jeszcze cały wieczór
*
Wybiegłaś z klubu
cała zapłakana,szybko nabierając świeżego powietrza do płuc.Oparłaś się
muru a drugą dłoń przystawiłaś do ust i pochyliłaś się lekko,czując,jak
trudno jest Ci się uspokoić
-Jasmine!-usłyszałaś za plecami Justina,ale zignorowałaś to-J!-znów krzykną gdy Cię dostrzegł.Podbiegł,próbując Cię chwycić,co skutecznie mu uniemożliwiłaś,gwałtownie i wściekle odpychając jego ręce od siebie
-Nie dotykaj mnie-wysyczałaś przez łzy
-Mogę kurwa wiedzieć,o co Ci chodzi?-czułaś,jak się w tobie zagotowało.Zawsze to potrafił najlepiej.Zgrywać idiotę,bo tak było najprościej.Ale ty nie byłaś tak głupia,jak mu się wydawało.Parę minut temu,dosłownie dwa metry dalej obściskiwał się z jakąś nowo poznaną dziwką.Miał jeszcze czelność pytać o co chodzi?Miałaś nadzieję,że to tylko żart
-Ty pieprzony sukinsynu!-odepchnęłaś wściekle jego ciało-dobrze się bawiłeś z tą suką?!-rozszerzył oczy.To nie było czymś,czego się spodziewał.To,że potrafiłaś tak zareagować,nie było tym
-To była tylko Hailey!Była pijana,ona sama się do mnie kleiła!-bronił się.Parsknęłaś
-A ty mężnie się broniłeś,obmacując ją
-Jas-przerwałaś gestem dłoni
-Nie.Nie chcę tego słuchać,rozumiesz? Od dawna przypuszczałam,że coś do siebie macie.Jak zwykle się nie pomyliłam
-Pomyliłaś,nawet nie wiesz jak bardzo-zbliżył Cię,by jeszcze raz chwycić
-Nie dotykaj mnie po tym,co z nią robiłeś
-Kurwa,czy ty nie rozumiesz,że nic nie robiliśmy?!Ta twoja zazdrość jest chora,rozumiesz?Kocham Ciebie i tylko Ciebie.A Hailey była pijana,więc odprowadziłem ją do pokoju
-I wy nie...
-Nie-warknął wściekle.Pociągnęłaś nosem,czując,że być może faktycznie bezpodstawnie go oskarżasz.To fakt,Hailey była jego przyjaciółką od lat,tak jak ty wcześniej.Wybrał Ciebie,a ona nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić.Podobałaś mu się bardziej fizycznie,zawsze tak było.Ale to,co mówił wcale nie sprawiło,że poczułaś się lepiej,bo wiedziałaś,że
-Nigdy nie spojrzysz na mnie tak,jak na nią,prawda?-spytałaś.Popatrzyłaś,jak Justin ciężko przełkną ślinę.Znałaś już odpowiedź.Miałaś wrażenie,jak serce rozrywa Ci się na miliony kawałeczków.Ona za to,zawsze miała coś,co go do niej ciągnęło.Przez to,nigdy nie potrafił z nią skończyć.Do niedawna miałaś jeszcze nadzieję,że łączy ich tylko przyjaźń,że ona w końcu zapomniała o nim.Nie mogła wybrać lepszego momentu,niż impreza,gdzie jest pełno ludzi
-Posłuchaj,jesteś dla mnie najważniejsza tak?-pokręciłaś głową,gdy Justin chwycił twoją twarz w dłonie i stanął na przeciw.Kolejna łza spłynęła wzdłuż niej,a Justin wytarł ją kciukiem.Płakałaś,ponieważ to,że okłamywał nie tylko siebie,ale i Ciebie-ranił Cię dwa razy mocniej.To,że się nad tobą litował.Ale ty nie miałaś już siły z nią walczyć
-Nie jestem.Wiesz o tym-ściągnęłaś jego dłonie i pociągnęłaś nosem.Chciałaś już tylko odejść stąd i nigdy więcej nie wrócić do jego życia.Wcześniej,musiałaś zrobić jeszcze tylko jedną rzecz.To potoczyło się szybko.Chwyciłaś kark Justina,łącząc wasz usta.Był zszokowany,ale oddał pocałunek.Chwilę później,zostawiłaś go sam
-Jasmine!-usłyszałaś za plecami Justina,ale zignorowałaś to-J!-znów krzykną gdy Cię dostrzegł.Podbiegł,próbując Cię chwycić,co skutecznie mu uniemożliwiłaś,gwałtownie i wściekle odpychając jego ręce od siebie
-Nie dotykaj mnie-wysyczałaś przez łzy
-Mogę kurwa wiedzieć,o co Ci chodzi?-czułaś,jak się w tobie zagotowało.Zawsze to potrafił najlepiej.Zgrywać idiotę,bo tak było najprościej.Ale ty nie byłaś tak głupia,jak mu się wydawało.Parę minut temu,dosłownie dwa metry dalej obściskiwał się z jakąś nowo poznaną dziwką.Miał jeszcze czelność pytać o co chodzi?Miałaś nadzieję,że to tylko żart
-Ty pieprzony sukinsynu!-odepchnęłaś wściekle jego ciało-dobrze się bawiłeś z tą suką?!-rozszerzył oczy.To nie było czymś,czego się spodziewał.To,że potrafiłaś tak zareagować,nie było tym
-To była tylko Hailey!Była pijana,ona sama się do mnie kleiła!-bronił się.Parsknęłaś
-A ty mężnie się broniłeś,obmacując ją
-Jas-przerwałaś gestem dłoni
-Nie.Nie chcę tego słuchać,rozumiesz? Od dawna przypuszczałam,że coś do siebie macie.Jak zwykle się nie pomyliłam
-Pomyliłaś,nawet nie wiesz jak bardzo-zbliżył Cię,by jeszcze raz chwycić
-Nie dotykaj mnie po tym,co z nią robiłeś
-Kurwa,czy ty nie rozumiesz,że nic nie robiliśmy?!Ta twoja zazdrość jest chora,rozumiesz?Kocham Ciebie i tylko Ciebie.A Hailey była pijana,więc odprowadziłem ją do pokoju
-I wy nie...
-Nie-warknął wściekle.Pociągnęłaś nosem,czując,że być może faktycznie bezpodstawnie go oskarżasz.To fakt,Hailey była jego przyjaciółką od lat,tak jak ty wcześniej.Wybrał Ciebie,a ona nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić.Podobałaś mu się bardziej fizycznie,zawsze tak było.Ale to,co mówił wcale nie sprawiło,że poczułaś się lepiej,bo wiedziałaś,że
-Nigdy nie spojrzysz na mnie tak,jak na nią,prawda?-spytałaś.Popatrzyłaś,jak Justin ciężko przełkną ślinę.Znałaś już odpowiedź.Miałaś wrażenie,jak serce rozrywa Ci się na miliony kawałeczków.Ona za to,zawsze miała coś,co go do niej ciągnęło.Przez to,nigdy nie potrafił z nią skończyć.Do niedawna miałaś jeszcze nadzieję,że łączy ich tylko przyjaźń,że ona w końcu zapomniała o nim.Nie mogła wybrać lepszego momentu,niż impreza,gdzie jest pełno ludzi
-Posłuchaj,jesteś dla mnie najważniejsza tak?-pokręciłaś głową,gdy Justin chwycił twoją twarz w dłonie i stanął na przeciw.Kolejna łza spłynęła wzdłuż niej,a Justin wytarł ją kciukiem.Płakałaś,ponieważ to,że okłamywał nie tylko siebie,ale i Ciebie-ranił Cię dwa razy mocniej.To,że się nad tobą litował.Ale ty nie miałaś już siły z nią walczyć
-Nie jestem.Wiesz o tym-ściągnęłaś jego dłonie i pociągnęłaś nosem.Chciałaś już tylko odejść stąd i nigdy więcej nie wrócić do jego życia.Wcześniej,musiałaś zrobić jeszcze tylko jedną rzecz.To potoczyło się szybko.Chwyciłaś kark Justina,łącząc wasz usta.Był zszokowany,ale oddał pocałunek.Chwilę później,zostawiłaś go sam

-Mam po prostu tego dość.Ciebie i całego tego gówna,rozumiesz?-krzyknęłaś
-Nie,nie rozumiem.Możesz mi powiedzieć,o co chodzi tym razem?-przewrócił oczami.Pokręciłaś głową na to,jak bezmyślny jest
-O to,że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie.Chcę tylko twojej uwagi,rozumiesz!?
-Przesadzasz-syknął.To było wszystkim,co miał do powiedzenia.Po tym,jak wczoraj Cię wystawił.W waszą pierwszą rocznicę,odkąd jesteście razem.To nie było tak,że nie tolerowałaś wokół niego żadnych innych ludzi.Ale to nie był pierwszy raz,jak potraktował Cię w ten sposób.Jak nic ważny kawałek gówna.Tak to odbierałaś i dokładnie tak się czułaś.Bolało Cię to,że w jednej chwili mówi Ci,że Cię kocha a chwilę później-ignoruje Cię jak powietrze.Starałaś się mu uwierzyć,ale było to z czasem co raz trudniejsze.Nim się obejrzałaś,cała twoje policzki były już zalane łzami.Nie mogąc tego znieść,w nerwach i emocjach chwyciłaś swoją torbę z jego łóżka.Chwilę potem za klamkę,gotowa wyjść.Zamiast tego,poczułaś,jak coś,a właściwie ktoś gwałtownie ciągnie Cię w dół.Automatycznie pisnęłaś.Chwilę później odbiłaś się plecami od materacu,a przed sobą zobaczyłaś Justina.Początkowo byłaś przerażona.Szybko nabierałaś powietrza i przełknęłaś ciężko ślinę.Czy chciał zrobić Ci krzywdę?Usiadł na tobie okrakiem.Dostrzegając,jak bardzo przerażona jesteś,gdy miał taką możliwość,złagodził wyraz twarzy.Pogładził twój policzek i bez żadnego ostrzeżenia wpił się w twoje usta.Gdy tylko uświadomiłaś sobie,co się dzieje,szeroko otworzyłaś oczy w czasie,gdy jego były już zamknięte.Po chwili zacisnęłaś je mocno,krzywiąc się i próbując zepchnąć jego ciało z twojego.Zupełnie na przekór tobie,chwycił twoje nadgarstki.Unieruchomił Cię i poruszył ustami,czekając na to,byś odwzajemniła jego gest.Ty jednak nie zrobiłaś nic
-Demi-szepnął i oblizał usta,by posmakować twoich mimo,że nawet nie oddałaś pocałunku
-Złaź ze mnie,słyszysz?!
-Nie mogę tego zrobić-pokręcił głową dysząc na wprost Ciebie.Zaśmiałaś się bez humoru
-No dalej,puść mnie!Będziesz miał więcej czasu dla siebie!Czy to nie jest to,czego chcesz?-syknęłaś,nie przestając się wyszarpywać.Syknęłaś,gdy nieznacznie wzmocnił uścisk
-Nie mogę tego zrobić,nawet jeśli chcę!To,co ze mną zrobiłaś!Widzisz?!Choćbym chciał,nie mogę pozwolić Ci odejść!-warknął,jakby był zły o to na Ciebie.Nie przestraszyłaś się,a jedynie zdziwiłaś.Popatrzyłaś na twarz chłopaka
-Dlaczego?
-Bo chcę tylko Ciebie,idiotko! Jeszcze tego nie zrozumiałaś?!
-Nie dawałeś mi do tego powodów-pokręciłaś głową-puść mnie Justin-chłopak z westchnięciem,spełnił twoją prośbę.Puścił twoje ręce,przełożył nogę i zszedł z Ciebie
-Dlaczego mi to teraz mówisz?-podniosłaś się do pozycji siedzącej
-Bo teraz to zrozumiałem.Teraz gdy chciałaś wyjść,a ja nie potrafiłem na to pozwolić-przyznał ze spuszczoną głową,jakby wstydził się sam siebie.Ale nie chciałaś,żeby tak było,choć zasługiwał na to.Gdy cierpiał,ty też to robiłaś,bo cholernie go kochałaś.Zbliżyłaś się i pogłaskałaś jego policzek.Złączyłaś zgodnie wasze usta
-Nie,nie rozumiem.Możesz mi powiedzieć,o co chodzi tym razem?-przewrócił oczami.Pokręciłaś głową na to,jak bezmyślny jest
-O to,że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie.Chcę tylko twojej uwagi,rozumiesz!?
-Przesadzasz-syknął.To było wszystkim,co miał do powiedzenia.Po tym,jak wczoraj Cię wystawił.W waszą pierwszą rocznicę,odkąd jesteście razem.To nie było tak,że nie tolerowałaś wokół niego żadnych innych ludzi.Ale to nie był pierwszy raz,jak potraktował Cię w ten sposób.Jak nic ważny kawałek gówna.Tak to odbierałaś i dokładnie tak się czułaś.Bolało Cię to,że w jednej chwili mówi Ci,że Cię kocha a chwilę później-ignoruje Cię jak powietrze.Starałaś się mu uwierzyć,ale było to z czasem co raz trudniejsze.Nim się obejrzałaś,cała twoje policzki były już zalane łzami.Nie mogąc tego znieść,w nerwach i emocjach chwyciłaś swoją torbę z jego łóżka.Chwilę potem za klamkę,gotowa wyjść.Zamiast tego,poczułaś,jak coś,a właściwie ktoś gwałtownie ciągnie Cię w dół.Automatycznie pisnęłaś.Chwilę później odbiłaś się plecami od materacu,a przed sobą zobaczyłaś Justina.Początkowo byłaś przerażona.Szybko nabierałaś powietrza i przełknęłaś ciężko ślinę.Czy chciał zrobić Ci krzywdę?Usiadł na tobie okrakiem.Dostrzegając,jak bardzo przerażona jesteś,gdy miał taką możliwość,złagodził wyraz twarzy.Pogładził twój policzek i bez żadnego ostrzeżenia wpił się w twoje usta.Gdy tylko uświadomiłaś sobie,co się dzieje,szeroko otworzyłaś oczy w czasie,gdy jego były już zamknięte.Po chwili zacisnęłaś je mocno,krzywiąc się i próbując zepchnąć jego ciało z twojego.Zupełnie na przekór tobie,chwycił twoje nadgarstki.Unieruchomił Cię i poruszył ustami,czekając na to,byś odwzajemniła jego gest.Ty jednak nie zrobiłaś nic
-Demi-szepnął i oblizał usta,by posmakować twoich mimo,że nawet nie oddałaś pocałunku
-Złaź ze mnie,słyszysz?!
-Nie mogę tego zrobić-pokręcił głową dysząc na wprost Ciebie.Zaśmiałaś się bez humoru
-No dalej,puść mnie!Będziesz miał więcej czasu dla siebie!Czy to nie jest to,czego chcesz?-syknęłaś,nie przestając się wyszarpywać.Syknęłaś,gdy nieznacznie wzmocnił uścisk
-Nie mogę tego zrobić,nawet jeśli chcę!To,co ze mną zrobiłaś!Widzisz?!Choćbym chciał,nie mogę pozwolić Ci odejść!-warknął,jakby był zły o to na Ciebie.Nie przestraszyłaś się,a jedynie zdziwiłaś.Popatrzyłaś na twarz chłopaka
-Dlaczego?
-Bo chcę tylko Ciebie,idiotko! Jeszcze tego nie zrozumiałaś?!
-Nie dawałeś mi do tego powodów-pokręciłaś głową-puść mnie Justin-chłopak z westchnięciem,spełnił twoją prośbę.Puścił twoje ręce,przełożył nogę i zszedł z Ciebie
-Dlaczego mi to teraz mówisz?-podniosłaś się do pozycji siedzącej
-Bo teraz to zrozumiałem.Teraz gdy chciałaś wyjść,a ja nie potrafiłem na to pozwolić-przyznał ze spuszczoną głową,jakby wstydził się sam siebie.Ale nie chciałaś,żeby tak było,choć zasługiwał na to.Gdy cierpiał,ty też to robiłaś,bo cholernie go kochałaś.Zbliżyłaś się i pogłaskałaś jego policzek.Złączyłaś zgodnie wasze usta

Jęknęłaś wprost w
usta Justina,gdy ten chwytając za twoje uda tuż pod
pośladkami,przyciągnął Cię bliżej.Nie opierając się temu,naparłaś
mocniej na jego ciało,zgodnie,delikatnie i wolno poruszając ustami na
jego.Odwzajemniałaś każdy łapczywy pocałunek,oddając go ze zdwojoną
siłą.Chichotałaś,gdy co jakiś czas przygryzał twoją wargę i jęknęłaś po
raz kolejny,gdy obie dłonie chłopaka mocno ścisnęły twój tyłek.Nabrałaś
więcej powietrza,którego zaczęło Ci brakować.Justin wykorzystał
to,wprowadzając język do twojej buzi i czułaś,jak perfidnie uśmiecha się
wprost w twoje wargi.Czułaś,jak z chwili na chwilę atmosfera staje się
co raz bardziej gorąca.Na twojej skórze,muskanej przez jego kciuki
pojawiła się gęsia skórka,a on wiedząc,że ma Cię w garści,wręcz
gwałtownie przewrócił Was tak,że to on znajdował się na górze,pomiędzy
twoimi nogami.W szoku popatrzyłaś na zawadiacki uśmiech chłopaka,gdy
oderwał usta od twoich,zostawiając je nieusatysfakcjonowane i pragnące
większej dawki uwagi z jego strony,a Ciebie dyszącą,tuż pod nim.Czekałaś
no to, co zrobi dalej,czując,jak coś zaciska się w dole twojego
brzucha.W tej samej chwili dorwał się do twojej szyi sprawiając,że
dreszcz przeszył twoje ciało,a pulsowanie,tam na dole,narasta.Znów
jęknęłaś,gdy odpiął pierwszy guzik twojej koszuli,zaczynając całować
kawałek odsłoniętego dekoltu
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.

-Lena!-krzyknęłaś,a
pies zaraz pojawił się koło twojej nogi,machając radośnie
ogonem.Uśmiechnęłaś się i pomachałaś różową smyczą w powietrzu
-Chcesz iść na spacer?-zachichotałaś,gdy zaczęła szczekać i zapięłaś ją na jej szyi.Chwilę później szłaś już ciemnymi,mokrymi uliczkami,prowadząc Lenę tuż przy swojej nodze.Wieczór był wyjątkowo zimny,lecz nie mogłaś się temu dziwić, był listopad,a ty miałaś na sobie tylko bluzę.Przeklęłaś się w myśli,za to,że jak zwykle nie dbasz o swoje zdrowie i objęłaś się ramionami,gdy twoja szczęka zaczęła dygotać.Poczułaś mocniejszy powiew powietrza a po chwili usłyszałaś śmiechy jakiejś grupy.Ale "Jakiejś", to źle powiedziane.Obejrzałaś się za siebie widząc,jak grupa pijanych i śmiejących się mężczyzn niebezpiecznie zbliża się w twoim kierunku.Przyśpieszyłaś więc,starając się to ignorować,tak samo,jak strach rodzący się w tobie.Spojrzałaś na labradora obok Ciebie.Wiedziałaś,że nie byłaby w stanie Cię obronić.Westchnęłaś.
Po chwili głosy zaczynały być wyraźniejsze,a komentarze kierowane do Ciebie,coraz wyraźniej docierały do twoich uszu
-Skarbie poczekaj!Chcesz się zabawić?!-ucisk w twoim żołądku nie pozwolił Ci racjonalnie myśleć.Teraz jedyne,co mogłaś robić to bać się.Cholernie się bać i ignorować to.Ignorować,dopóki twoje ramie nie zostało brutalnie pociągnięte w tył.Jeden z tych pijanych idiotów zaczął Cię szarpać,śmiejąc się durnie.Na marne próbowałaś się wyrwać,kopiąc i bijąc wszystkich,których twoje kończyny spotkały na drodze.Lena szczekała głośno,skacząc dookoła całego zbiorowiska.Gwizdy i sprośne komentarze reszty grupy,która dopingowała tego,który Cię trzymał,tylko go nakręcały.Już przygotowywałaś się psychicznie,że za chwilę,najprawdopodobniej zgwałcą Cię,lub zabiją.Jęknęłaś,kolejny raz podejmując próbę ucieczki a kilka pierwszych łez zaczęło spływać wzdłuż twoich policzków
-Spierdalać od niej!-usłyszałaś.Glosy umilkły.Nie śmiali się już,nie szarpali,ale wciąż trzymali.Słyszałaś tylko bicie swego serca i swój głośny oddech
-Słyszałeś,co kurwa mówię?Puść ją i spierdalaj.Pogadam z tobą jutro,jak wytrzeźwiejesz-chłopak,który zdawał się "rządzić" nimi,podszedł bliżej i w tym momencie byłaś wolna.Chwyciłaś smycz Leny ocierając łzy
-Tak,szefie-całe zbiorowisko się rozeszło
-Nic Ci nie jest?-pokręciłaś głową
-Miałaś szczęście,że był tu twój pies.Usłyszałem,jak szczeka-popatrzyłaś na chłopaka.Być może i uratował Ci życie lub zdrowie,ale sam był równie przerażający,jak cała tamta grupa.Jego oczy były ciemne,a włosy jasne.Mogłaś to zobaczyć dzięki końcówkom platynowych włosów wydostających się z za jego szarego kaptura.Kości policzkowe mocno zarysowane,a dłonie schowane w kieszeniach.Był na prawdę przystojny,ale sposób,w jaki na Ciebie patrzył,po prostu przerażający
-Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem-znów się odezwał widząc,że Ciebie nie stać nawet na wyduszenie słowa
-Mieszkam tu niedawno-kiwnął głową-dziękuję za dziś.Tak mi się wydaje-uśmiechnął się delikatnie,unosząc kąciki
-Tak Ci się wydaje?wracaj do domu
-Chcesz iść na spacer?-zachichotałaś,gdy zaczęła szczekać i zapięłaś ją na jej szyi.Chwilę później szłaś już ciemnymi,mokrymi uliczkami,prowadząc Lenę tuż przy swojej nodze.Wieczór był wyjątkowo zimny,lecz nie mogłaś się temu dziwić, był listopad,a ty miałaś na sobie tylko bluzę.Przeklęłaś się w myśli,za to,że jak zwykle nie dbasz o swoje zdrowie i objęłaś się ramionami,gdy twoja szczęka zaczęła dygotać.Poczułaś mocniejszy powiew powietrza a po chwili usłyszałaś śmiechy jakiejś grupy.Ale "Jakiejś", to źle powiedziane.Obejrzałaś się za siebie widząc,jak grupa pijanych i śmiejących się mężczyzn niebezpiecznie zbliża się w twoim kierunku.Przyśpieszyłaś więc,starając się to ignorować,tak samo,jak strach rodzący się w tobie.Spojrzałaś na labradora obok Ciebie.Wiedziałaś,że nie byłaby w stanie Cię obronić.Westchnęłaś.
Po chwili głosy zaczynały być wyraźniejsze,a komentarze kierowane do Ciebie,coraz wyraźniej docierały do twoich uszu
-Skarbie poczekaj!Chcesz się zabawić?!-ucisk w twoim żołądku nie pozwolił Ci racjonalnie myśleć.Teraz jedyne,co mogłaś robić to bać się.Cholernie się bać i ignorować to.Ignorować,dopóki twoje ramie nie zostało brutalnie pociągnięte w tył.Jeden z tych pijanych idiotów zaczął Cię szarpać,śmiejąc się durnie.Na marne próbowałaś się wyrwać,kopiąc i bijąc wszystkich,których twoje kończyny spotkały na drodze.Lena szczekała głośno,skacząc dookoła całego zbiorowiska.Gwizdy i sprośne komentarze reszty grupy,która dopingowała tego,który Cię trzymał,tylko go nakręcały.Już przygotowywałaś się psychicznie,że za chwilę,najprawdopodobniej zgwałcą Cię,lub zabiją.Jęknęłaś,kolejny raz podejmując próbę ucieczki a kilka pierwszych łez zaczęło spływać wzdłuż twoich policzków
-Spierdalać od niej!-usłyszałaś.Glosy umilkły.Nie śmiali się już,nie szarpali,ale wciąż trzymali.Słyszałaś tylko bicie swego serca i swój głośny oddech
-Słyszałeś,co kurwa mówię?Puść ją i spierdalaj.Pogadam z tobą jutro,jak wytrzeźwiejesz-chłopak,który zdawał się "rządzić" nimi,podszedł bliżej i w tym momencie byłaś wolna.Chwyciłaś smycz Leny ocierając łzy
-Tak,szefie-całe zbiorowisko się rozeszło
-Nic Ci nie jest?-pokręciłaś głową
-Miałaś szczęście,że był tu twój pies.Usłyszałem,jak szczeka-popatrzyłaś na chłopaka.Być może i uratował Ci życie lub zdrowie,ale sam był równie przerażający,jak cała tamta grupa.Jego oczy były ciemne,a włosy jasne.Mogłaś to zobaczyć dzięki końcówkom platynowych włosów wydostających się z za jego szarego kaptura.Kości policzkowe mocno zarysowane,a dłonie schowane w kieszeniach.Był na prawdę przystojny,ale sposób,w jaki na Ciebie patrzył,po prostu przerażający
-Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem-znów się odezwał widząc,że Ciebie nie stać nawet na wyduszenie słowa
-Mieszkam tu niedawno-kiwnął głową-dziękuję za dziś.Tak mi się wydaje-uśmiechnął się delikatnie,unosząc kąciki
-Tak Ci się wydaje?wracaj do domu

Wzięłaś kolejną
chusteczkę z kartonowego pudełka,którą już po chwili wykorzystałaś i
jęknęłaś głośno.To było tylko zwykłe przeziębienie a ty czułaś,jakbyś
miała umierać tu i teraz
-Cześć kochanie-szepnął Justin,którego usłyszałaś gdzieś z boku.Po chwili cicho wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi,a ty zakryłaś twarz dłońmi w chwili,w której miał na Ciebie spojrzeć.Do szczęścia brakowało Ci tylko tego,by twój chłopak wyglądający jak model z wybiegu widział Cię w takim stanie,w jakim byłaś przez chorobę.Usłyszałaś jak chichocze
-Idź dobie Justin.Wyglądam strasznie-jęknęłaś i pociągnęłaś nosem.Justin najwyraźniej nie zamierzał Cię posłuchać.Nigdy tego nie robił,jeśli chodziło o podobne błahostki.Łóżko obok Ciebie ugięło się,a chwilę później dłonie Justina trzymały twoje nadgarstki,próbując usunąć ręce z twojej twarzy
-No dalej,[TI].Ty zawsze jesteś dla mnie piękna,wiesz?-popatrzyłaś swoimi czerwonymi oczami w te śliczne,należące do Justina-Nawet z tym czerwonym noskiem i policzkami-zaśmiał się,gładząc twoją zaczerwienioną,gorącą skórę,zbliżając swoją twarz,by Cię pocałować.Uformował usta w dzióbek,a gdy znalazł się niebezpiecznie blisko,położyłaś na nich swój palec.Trzeba było zobaczyć,jak zabawnie to wyglądało.Jego brwi ściągnięte razem w zdziwieniu,oczy szukające odpowiedzi w twoich i jego uformowane do pocałunku usta na twoim palcu.Parsknęłaś śmiechem
-Chcę pocałować swoją dziewczynę,[TI].Możesz mi powiedzieć,co stoi mi na przeszkodzie?-za równo na twojej twarzy,jak i sercu zagościło jeszcze większe ciepło na to,że nazwał Cię swoją dziewczyną mimo,że byłaś tego w pełni świadoma.Byłaś jego dziewczyną.Kochałaś to,jak cudownie to brzmi.Po chwili westchnęłaś
-Twoją dziewczynę,a nie,jej zarazki.Nie ma buzi buzi,do póki nie wyzdrowieję-zaprotestowałaś wykonując ruch palcem,nawet nie zdając sobie sprawy,jak zabawna i słodka jesteś w oczach chłopaka,który zaśmiał się gardłowo.Otworzyłaś oczy by popatrzyć na Justina
-Cóż,skoro nie ma "buzi buzi"-parsknęłaś,patrząc rozbawiona na chłopaka,gdy wstał z twojej kołdry-do póki nie wyzdrowiejesz,muszę Ci z tym pomóc.Przyniosłem Ci syrop,który sam zrobiłem-uśmiechnął się zawadiacko i pewnie za razem,gdy wyjął z małej reklamówki szklaną buteleczkę.Położyłaś dłoń do ust,próbując powstrzymać śmiech
-Ty,czy twoja mama?-spojrzał na Ciebie kpiąco,gdy już nalewał gęsty,brązowy płyn na łyżeczkę i wpakował ją do twojej buzi
-Czy to gówno ma znaczenie?
-Mmm-jęknęłaś,przełykając słodki syrop.Oblizałaś wargi,gdy Justin znów usiadł obok Ciebie.Spojrzał w twoje oczy,kładąc dłoń na twoim policzku
-Czy teraz mogę?-spytał cicho,gotowy do kolejnej próby skradnięcia buziaka od Ciebie.Zanim jego usta zdążyły zderzyć się z twoimi,ty położyłaś na jego ustach całą dłoń,całując go przez swoją własną rękę.Zachichotałaś,gdy przewrócił oczyma
-[Ti]-jęknął,przeciągając
-Justiiiin-naśladowałaś go.Teraz to ty pogładziłaś jego policzek.
Resztę dnia i wieczoru spędziliście na oglądaniu filmów.Oczywiście ty,nie puszczałaś go z objęć cały ten czas
-Cześć kochanie-szepnął Justin,którego usłyszałaś gdzieś z boku.Po chwili cicho wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi,a ty zakryłaś twarz dłońmi w chwili,w której miał na Ciebie spojrzeć.Do szczęścia brakowało Ci tylko tego,by twój chłopak wyglądający jak model z wybiegu widział Cię w takim stanie,w jakim byłaś przez chorobę.Usłyszałaś jak chichocze
-Idź dobie Justin.Wyglądam strasznie-jęknęłaś i pociągnęłaś nosem.Justin najwyraźniej nie zamierzał Cię posłuchać.Nigdy tego nie robił,jeśli chodziło o podobne błahostki.Łóżko obok Ciebie ugięło się,a chwilę później dłonie Justina trzymały twoje nadgarstki,próbując usunąć ręce z twojej twarzy
-No dalej,[TI].Ty zawsze jesteś dla mnie piękna,wiesz?-popatrzyłaś swoimi czerwonymi oczami w te śliczne,należące do Justina-Nawet z tym czerwonym noskiem i policzkami-zaśmiał się,gładząc twoją zaczerwienioną,gorącą skórę,zbliżając swoją twarz,by Cię pocałować.Uformował usta w dzióbek,a gdy znalazł się niebezpiecznie blisko,położyłaś na nich swój palec.Trzeba było zobaczyć,jak zabawnie to wyglądało.Jego brwi ściągnięte razem w zdziwieniu,oczy szukające odpowiedzi w twoich i jego uformowane do pocałunku usta na twoim palcu.Parsknęłaś śmiechem
-Chcę pocałować swoją dziewczynę,[TI].Możesz mi powiedzieć,co stoi mi na przeszkodzie?-za równo na twojej twarzy,jak i sercu zagościło jeszcze większe ciepło na to,że nazwał Cię swoją dziewczyną mimo,że byłaś tego w pełni świadoma.Byłaś jego dziewczyną.Kochałaś to,jak cudownie to brzmi.Po chwili westchnęłaś
-Twoją dziewczynę,a nie,jej zarazki.Nie ma buzi buzi,do póki nie wyzdrowieję-zaprotestowałaś wykonując ruch palcem,nawet nie zdając sobie sprawy,jak zabawna i słodka jesteś w oczach chłopaka,który zaśmiał się gardłowo.Otworzyłaś oczy by popatrzyć na Justina
-Cóż,skoro nie ma "buzi buzi"-parsknęłaś,patrząc rozbawiona na chłopaka,gdy wstał z twojej kołdry-do póki nie wyzdrowiejesz,muszę Ci z tym pomóc.Przyniosłem Ci syrop,który sam zrobiłem-uśmiechnął się zawadiacko i pewnie za razem,gdy wyjął z małej reklamówki szklaną buteleczkę.Położyłaś dłoń do ust,próbując powstrzymać śmiech
-Ty,czy twoja mama?-spojrzał na Ciebie kpiąco,gdy już nalewał gęsty,brązowy płyn na łyżeczkę i wpakował ją do twojej buzi
-Czy to gówno ma znaczenie?
-Mmm-jęknęłaś,przełykając słodki syrop.Oblizałaś wargi,gdy Justin znów usiadł obok Ciebie.Spojrzał w twoje oczy,kładąc dłoń na twoim policzku
-Czy teraz mogę?-spytał cicho,gotowy do kolejnej próby skradnięcia buziaka od Ciebie.Zanim jego usta zdążyły zderzyć się z twoimi,ty położyłaś na jego ustach całą dłoń,całując go przez swoją własną rękę.Zachichotałaś,gdy przewrócił oczyma
-[Ti]-jęknął,przeciągając
-Justiiiin-naśladowałaś go.Teraz to ty pogładziłaś jego policzek.
Resztę dnia i wieczoru spędziliście na oglądaniu filmów.Oczywiście ty,nie puszczałaś go z objęć cały ten czas

Tego dnia,ty i
Justin spotkaliście się jak zwykle.Robiliście to,co zawsze i to,co
zawsze robi się,gdy jest się czyjąś dziewczyną,lub
chłopakiem.Siedzieliście na jego łóżku,rozmawialiście,wygłupialiście się
i całowaliście.W pewnym momencie postanowiliście włączyć muzykę,by
dowiedzieć się,co obje lubicie.Nie byliście ze sobą wystarczająco
długo,by wiedzieć o sobie wszystko,by znać się na wylot.Ale to wcale nie
było źle.Każdego dnia dowiadywałaś się o nim co raz więcej i więcej i
właśnie to kochałaś w nim.Mało kto wiedział o tym,że ma jakiekolwiek
uczucia i mimo,że przed tobą też było mu Ciężko je pokazać,starał
się.Czułaś się w pewien sposób dobrze,ponieważ mimo,że nie wiele,mówił
Ci o sobie coś nowego,niemal,że codziennie
"oh me i fall in love with you every single day,and i just wanna tell u im"
-Boże,[TI]!-krzyknął Justin,a ty spojrzałaś na niego zdziwiona-błagam wyłącz to!-zatkał uszy rękoma,zaciskając zęby.Przewróciłaś oczami na jego głupkowatość i wcisnęłaś pauzę w swojej playliście
-Jesteś durny.Jak można nie lubić Eda Sheerana?!
-Pff,teraz moja kolej-chłopak wyjął swojego I Phone'a,wciskając coś i już po chwili wsłuchiwałaś się w dźwięk piosenki kogoś o kim istnieniu nie miałaś pojęcia
-"Late night when you need my love.And i know when that hotline bling"-patrzyłaś na Justina,który śpiewał razem z wykonawcą.Patrzył na Ciebie,a ty zagryzałaś wargę pod wrażeniem,jak dobrze mu to wychodziło.Gdy piosenka się skończyła,Justin zatrzymał playlistę i spojrzał na Ciebie
-I jak?
-Nie wiedziałam,że umiesz śpiewać-odparłaś.Justin westchnął
-Mówiłem raczej o piosence.Podobała Ci się?-oh,jasne.Nikt przecież nie mógł się dowiedzieć,że Justin Bieber śpiewa.Zaśmiałaś się przez to,jakie urocze to było
-Nie wiem.Nie znam jej ani tym bardziej wykonawcy-przyznałaś cicho-ale podobało mi się,jak śpiewasz-zabawnie poruszyłaś brwiami.Widziałaś,jak ukradkiem przewraca oczami i zaciska usta
-Jak możesz nie znać Drakea?!-naśladował Cię z wcześniej,gdy zareagowałaś na to,że nie podobało mu się "Thinking Out Loud",Eda
-Pff.Nie mam takiego głosu-broniłaś się i uśmiechnęłaś zadziornie-W sumie,nie każdy ma taki głos jak ty,Bieber.Nie każdy śpiewa tak dobrze
-Przestań,[Ti]-warknął,próbując brzmieć groźnie.W efekcie jego zdenerwowania był jak mały,zdenerwowany chłopiec,którego zawstydziła jakaś starsza koleżanka
-Będziesz mi teraz śpiewał co wieczór na dobranoc?-nie odezwał się,zaczynając szperać w swoim telefonie.Oblizałaś usta,próbując się nie roześmiać,gdy jawnie Cię ignorował
-Oh więc teraz mnie ignorujesz,tak?Przepraszam,Jay-szepnęłaś,patrząc na jego profil wplątując dłoń w jego włosy.Zmusiłaś go tym samym do spojrzenia na Ciebie i szybko wpiłaś się w usta chłopaka.Ten szybko odwzajemnił pocałunek,zsadzając Cię na swoich udach
-Nikomu słowa o tym,co słyszałaś-mruknął cicho wprost do twojego ucha,gdy obejmowałaś jego szyję po skończonym pocałunku.Mimo,że to też miało być groźne,zdecydowanie nie było
-Nic nie pisnę.W końcu,będziesz śpiewał tylko dla mnie-jęknął,gdy parskn
"oh me i fall in love with you every single day,and i just wanna tell u im"
-Boże,[TI]!-krzyknął Justin,a ty spojrzałaś na niego zdziwiona-błagam wyłącz to!-zatkał uszy rękoma,zaciskając zęby.Przewróciłaś oczami na jego głupkowatość i wcisnęłaś pauzę w swojej playliście
-Jesteś durny.Jak można nie lubić Eda Sheerana?!
-Pff,teraz moja kolej-chłopak wyjął swojego I Phone'a,wciskając coś i już po chwili wsłuchiwałaś się w dźwięk piosenki kogoś o kim istnieniu nie miałaś pojęcia
-"Late night when you need my love.And i know when that hotline bling"-patrzyłaś na Justina,który śpiewał razem z wykonawcą.Patrzył na Ciebie,a ty zagryzałaś wargę pod wrażeniem,jak dobrze mu to wychodziło.Gdy piosenka się skończyła,Justin zatrzymał playlistę i spojrzał na Ciebie
-I jak?
-Nie wiedziałam,że umiesz śpiewać-odparłaś.Justin westchnął
-Mówiłem raczej o piosence.Podobała Ci się?-oh,jasne.Nikt przecież nie mógł się dowiedzieć,że Justin Bieber śpiewa.Zaśmiałaś się przez to,jakie urocze to było
-Nie wiem.Nie znam jej ani tym bardziej wykonawcy-przyznałaś cicho-ale podobało mi się,jak śpiewasz-zabawnie poruszyłaś brwiami.Widziałaś,jak ukradkiem przewraca oczami i zaciska usta
-Jak możesz nie znać Drakea?!-naśladował Cię z wcześniej,gdy zareagowałaś na to,że nie podobało mu się "Thinking Out Loud",Eda
-Pff.Nie mam takiego głosu-broniłaś się i uśmiechnęłaś zadziornie-W sumie,nie każdy ma taki głos jak ty,Bieber.Nie każdy śpiewa tak dobrze
-Przestań,[Ti]-warknął,próbując brzmieć groźnie.W efekcie jego zdenerwowania był jak mały,zdenerwowany chłopiec,którego zawstydziła jakaś starsza koleżanka
-Będziesz mi teraz śpiewał co wieczór na dobranoc?-nie odezwał się,zaczynając szperać w swoim telefonie.Oblizałaś usta,próbując się nie roześmiać,gdy jawnie Cię ignorował
-Oh więc teraz mnie ignorujesz,tak?Przepraszam,Jay-szepnęłaś,patrząc na jego profil wplątując dłoń w jego włosy.Zmusiłaś go tym samym do spojrzenia na Ciebie i szybko wpiłaś się w usta chłopaka.Ten szybko odwzajemnił pocałunek,zsadzając Cię na swoich udach
-Nikomu słowa o tym,co słyszałaś-mruknął cicho wprost do twojego ucha,gdy obejmowałaś jego szyję po skończonym pocałunku.Mimo,że to też miało być groźne,zdecydowanie nie było
-Nic nie pisnę.W końcu,będziesz śpiewał tylko dla mnie-jęknął,gdy parskn
Pierwszy dzień w
nowej pracy.Ty stojąca za ladą i podekscytowana jak nigdy a przed twoimi
oczami całe eleganckie lobby.Miałaś tylko wydawać kluczyki do
pokojów-nic trudnego.I faktycznie to robiłaś cały dzień.Z pięknym
uśmiechem witałaś i żegnałaś klientów,w między czasie plotkując z nowo
poznanymi koleżankami z pracy.Jako nowo zatrudniona "pani stojąca za
ladą w hotelu" zbierałaś wszystkie najważniejsze nowinki i
plotki,ponieważ wszystkie te kobiety korzystały z możliwości przeżywania
tych historyjek jeszcze raz.Co wieczór,w każdą sobotę,że komo pojawiać
miał się tu jakiś mężczyzna.Ale nie taki,jak
każdy.Czarujący,tajemniczy,uśmiechający się zawsze w ten sam cudowny
sposób,rób nie robiący tego w ogóle.Tak twierdziły-jak wspaniały może
być jakiś zwykły facet?-kpiłaś,przyglądając się w oddali szepczącym i
chichoczącym przyjaciółkom.Były miłe,ale każda głupia jak but
-Przepraszam-spojrzałaś na osobę stojącą po drugiej stronie lady-chciałbym się zameldować.Moje nazwisko to Justin Bieber.Jest rezerwacja-po tym,jak przełknęłaś ślinę,zaczęłaś szperać coś w komputerze,by wyszukać podane przez faceta nazwisko
-Faktycznie-przyznałaś.Kątem oka spojrzałaś na koleżanki posyłające Ci spojrzenie typu "a nie mówiłam?"
Zamrugałaś kilkukrotnie powiekami, zanim drżącą lekko dłonią podałaś mężczyźnie kartę,będącą kluczem.Ten odbierając ją z twojej dłoni uśmiechnął się czarująco i dostrzegając twoje zarumienione policzki-puścił Ci dyskretne oczko
-Dziękuję-patrzyłaś oniemiała na plecy mężczyzny,gdy odchodził
-Przepraszam-spojrzałaś na osobę stojącą po drugiej stronie lady-chciałbym się zameldować.Moje nazwisko to Justin Bieber.Jest rezerwacja-po tym,jak przełknęłaś ślinę,zaczęłaś szperać coś w komputerze,by wyszukać podane przez faceta nazwisko
-Faktycznie-przyznałaś.Kątem oka spojrzałaś na koleżanki posyłające Ci spojrzenie typu "a nie mówiłam?"
Zamrugałaś kilkukrotnie powiekami, zanim drżącą lekko dłonią podałaś mężczyźnie kartę,będącą kluczem.Ten odbierając ją z twojej dłoni uśmiechnął się czarująco i dostrzegając twoje zarumienione policzki-puścił Ci dyskretne oczko
-Dziękuję-patrzyłaś oniemiała na plecy mężczyzny,gdy odchodził
Więc
tak, taką formę by to przyjmowało.W skrócie-jeśli mam jakiś pomysł,będę
robiła to w ten sposób. Krótki imagin z jakimś adekwatnym gifem
Justina,bo to w końcu ask z imaginami o nim ;D Piszcie, dawajcie znać,
czy podoba wam się takie coś.Nie będę robić przecież czegoś, co się wam
nie spodoba i nie przyjmie się :)

Kręcąc powoli
biodrami w rytm muzyki, opierając się plecami o metalową rurę za
tobą,powoli zbliżałaś się ku dołowi.Gdy się tam znalazłaś,szybkim
ruchem,na prostych,długich nogach,wypinając lekko pośladki wyprostowałaś
się.Zrobiłaś kilka obrotów na róże aż wreszcie spojrzałaś przed
siebie,na publiczność-oczywiście samych facetów.Czułaś się źle.To mało
powiedziane.Jednak celem,dla którego to robisz,było coś,co dzięki czemu
miałaś nadzieję,że Bóg Ci wybaczy.Ale to było tylko
nadzieją.Kontynuowałaś swój erotyczny taniec,nawet nie chcąc dostrzegać
ich oczu pełnych pożądania.Kontynuowałaś,ze świadomością,że każdy z tych
napaleńców wyobraża sobie Ciebie,w o wiele bardziej wulgarnej
sytuacji,niż i tak aktualnie się znajdowałaś.Nie przeszło Ci jednak
przez myśl,że jeden z nich,tam przed tobą jest zainteresowany tobą
szczególnie
Minęło kilka dni.Dziś znów twoja kolej.Odbębniłaś to co miałaś do roboty i niemal płacząc ze wstydu przed samą sobą-zeszłaś ze sceny.Już miałaś udać się do szatni,gdy poczułaś,jak coś chwyta twój łokieć,gwałtownie obraca,a chwilę później mocno całuje.Zacisnęłaś mocno oczy,ale to i tak nie powstrzymało łez.Najgorsze było to,że nie mogłaś nic zrobić.To,co robił,było w zakresie twoich "usług"
-Dlaczego płaczesz?-spytał zdziwiony mężczyzna,gdy poczuł na swojej twarzy twoje łzy.Wiedziałaś,że musisz się natychmiast ogarnąć
-To nic-szepnęłaś.Spojrzałaś w jego oczy.Owszem,były przepełnione wielkim pożądaniem,jak zawsze.Ale nie ukrywał również...smutku?Ponownie przyciągnęłaś go do pocałunku.Znaleźliście jakiś wolny pokój i chłopak nie przejmował się już twoim stanem emocjonalnym.Szybko zdzierał z Ciebie jakiekolwiek ubrania,nie przestając Cię całować-to tylko praca-powtarzałaś sobie.Zrobił to,co chciał i to po co tu przyszedł,ponieważ to było to,czym był zainteresowany.Wszedł w ciebie delikatnie i wszystko jakoś się potoczyło.Po wszystkim,gdy ubierałaś się kątem oka dostrzegłaś,jak wciąż na Ciebie zerka
-Nie jesteś tu,bo tego chcesz,prawda?
-Nie twoja pieprzona sprawa-syknęłaś patrząc na jego twarz,gdy on również był już ubrany.Zacisnął usta w cienką linkę i zbliżył się
-Od dawna tu bywam.Tylko i wyłącznie z twojego powodu.Widzę,że masz problem,że nie jesteś taka,jak twoje koleżanki stąd-spuściłaś głowę,starając się,by jednak nie okazywać zbytniej słabości-Chciałbym Ci kiedyś pomóc,ale nie wiem jak.Sam fakt,że płakałaś,świadczy o tym,że nie jesteś bezwartościowa-miałaś wrażenie,że się przesłyszałaś.Chciałaś nawet uszczypnąć się w ramie,ale nie chciałaś wyjść na głupią.Miło było usłyszeć coś takiego
-Robię to bo muszę-podniosłaś z podłogi buty-i ani ty ani nikt inny mi nie może pomóc.Ale...dziękuję-wysiliłaś się na jeden szczery uśmiech,specjalnie dla niego,zanim wyszłaś.Jeszcze wtedy nie miałaś pojęcia,że wróci tam znów.
Minęło kilka dni.Dziś znów twoja kolej.Odbębniłaś to co miałaś do roboty i niemal płacząc ze wstydu przed samą sobą-zeszłaś ze sceny.Już miałaś udać się do szatni,gdy poczułaś,jak coś chwyta twój łokieć,gwałtownie obraca,a chwilę później mocno całuje.Zacisnęłaś mocno oczy,ale to i tak nie powstrzymało łez.Najgorsze było to,że nie mogłaś nic zrobić.To,co robił,było w zakresie twoich "usług"
-Dlaczego płaczesz?-spytał zdziwiony mężczyzna,gdy poczuł na swojej twarzy twoje łzy.Wiedziałaś,że musisz się natychmiast ogarnąć
-To nic-szepnęłaś.Spojrzałaś w jego oczy.Owszem,były przepełnione wielkim pożądaniem,jak zawsze.Ale nie ukrywał również...smutku?Ponownie przyciągnęłaś go do pocałunku.Znaleźliście jakiś wolny pokój i chłopak nie przejmował się już twoim stanem emocjonalnym.Szybko zdzierał z Ciebie jakiekolwiek ubrania,nie przestając Cię całować-to tylko praca-powtarzałaś sobie.Zrobił to,co chciał i to po co tu przyszedł,ponieważ to było to,czym był zainteresowany.Wszedł w ciebie delikatnie i wszystko jakoś się potoczyło.Po wszystkim,gdy ubierałaś się kątem oka dostrzegłaś,jak wciąż na Ciebie zerka
-Nie jesteś tu,bo tego chcesz,prawda?
-Nie twoja pieprzona sprawa-syknęłaś patrząc na jego twarz,gdy on również był już ubrany.Zacisnął usta w cienką linkę i zbliżył się
-Od dawna tu bywam.Tylko i wyłącznie z twojego powodu.Widzę,że masz problem,że nie jesteś taka,jak twoje koleżanki stąd-spuściłaś głowę,starając się,by jednak nie okazywać zbytniej słabości-Chciałbym Ci kiedyś pomóc,ale nie wiem jak.Sam fakt,że płakałaś,świadczy o tym,że nie jesteś bezwartościowa-miałaś wrażenie,że się przesłyszałaś.Chciałaś nawet uszczypnąć się w ramie,ale nie chciałaś wyjść na głupią.Miło było usłyszeć coś takiego
-Robię to bo muszę-podniosłaś z podłogi buty-i ani ty ani nikt inny mi nie może pomóc.Ale...dziękuję-wysiliłaś się na jeden szczery uśmiech,specjalnie dla niego,zanim wyszłaś.Jeszcze wtedy nie miałaś pojęcia,że wróci tam znów.
Po
pierwsze imagin taki sobie,bo wątpię,by którykolwiek facet przyszedł
kiedykolwiek do burdelu,by się zakochać.Wybacz mi to określenie.A po
drugie,wiem,że czekałaś,ale nie ty jedyna.Wszystkich bardzo za to
przepraszam :(

-[TI],moim drodzy
jest nowa w naszej klasie.Byłabym zadowolona,gdybyście ciepło ją
przyjęli-spuściłaś wzrok,marząc jedynie o tym,by ta oficjalna gadka
nauczycielki jak najszybciej się skończyła.Ani ona,ani tym bardziej ty,
nie miałaś na to najmniejszej ochoty.
-Możesz usiąść obok...-nauczycielka przeszyła wzrokiem po klasie,zatrzymując się na jednej z osób,obok której miejsce akurat było wolne-obok Pana Biebera-powiedziała dumnie.Momentalnie twój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem tego chłopaka,w czasie,gdy automatycznie przełknęłaś ślinę.
Patrzył na Ciebie w ten sposób:
-Możesz usiąść obok...-nauczycielka przeszyła wzrokiem po klasie,zatrzymując się na jednej z osób,obok której miejsce akurat było wolne-obok Pana Biebera-powiedziała dumnie.Momentalnie twój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem tego chłopaka,w czasie,gdy automatycznie przełknęłaś ślinę.
Patrzył na Ciebie w ten sposób:
Na
prawdę zależy mi na waszej opinii,szczególnie pod względem tych
numerków. To dobry pomysł? Jestem otwarta na każde wasze słowa i uwagi.
Much love <3

Podniosłaś jedno z
kartonowych pudeł z pomiędzy całej sterty podobnych takich,stojących na
podłodze.wyprostowałaś się i poprawiłaś je na swoich ramionach,by nie
osunęło się,lecz zanim mogłabyś zrobić chociażby jeden krok,Justin,twój
narzeczony,szybko zabrał je od Ciebie ze słowami:
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)

Kochani, jako, że
dosłownie za chwilę stuknie 300 obs, chcieli byście coś specjalnego?
Jakąś grę, całą noc pogadanek, czy taką umowę, że w dany dzień np
napiszę wszystkie prośby o imaginy, z (tylko) tego dnia? (w miarę
możliwości, jeśli będzie ich za dużo) ;D Koniecznie musicie mi coś
napisać, zaproponować. Im więcej osób się zgłosi, tym większe szanse, że
na coś się umówimy. Więc ten, do zobaczenia :')
Tego dnia,Justin zaprosił Cię do siebie na wieczór.Patrzyłaś na
telefon,uśmiechając się pod nosem,gdy kolejny raz odczytywałaś tego
samego sms od Justina.Twojego chłopaka,z którym jesteś na prawdę
krótko.Zanim w ogóle mógł oficjalnie nazywać Cię swoją i tylko
swoją,musiał się biedaczek natrudzić.I wciąż to robił.Wcześniej sporo
słyszałaś na jego temat.Że dla niego wszelaka dziewczyna to nic innego
poza szybką zabawką.Ale ty nie oceniałaś tego pochopnie,nie oceniałaś
jego.I faktycznie,to,że dałaś mu szansę było jedną z najlepszych decyzji
w twoim życiu.Jednak niczego nie zamierzałaś mu ułatwiać.Starał się i
to było tym,co doceniałaś.To,co było złe,przyznawałaś i nie poddawałaś
się temu.Nie poddawałaś się się jego urokowi.Byłaś czujna,zanim mu
zaufałaś.Zagryzłaś wargę,nie panując nad tym i odpowiedziałaś tylko
krótko,że na pewno wpadniesz.Stojąc już przed drzwiami mieszkania
Justina,szybko poprawiłaś włosy,by ich objętość była lepsza i zapukałaś
-TI]-odparł,automatycznie się uśmiechając.Odpowiedziałaś tym samym w czasie gdy chłopak dalej lustrował Cię wzrokiem.Gdy wrócił do twoich oczu,odchrząknął i gestem dłoni wpuścił Cię do środka.Chichocząc i kręcąc głową weszłaś tak,jak Ci to sugerował
-Cieszę się,że przyszłaś-podniosłaś wzrok na oczy chłopaka,gdy zdjęłaś już buty.Uniosłaś brew
-Jest powód,dla którego miałabym tego nie zrobić?
-C-Co? Nie!-bronił się.Ponownie się zaśmiałaś,jednocześnie z uśmiechem podchodząc i obejmując kark Justina
-Cześć głuptasie-szybko cmoknęłaś jego usta.Gdy miałaś się oddalić,przytrzymał ręką twoją talię zmuszając,by twoje usta dłużej pozostały na jego
-Więc co będzie robić?-spytałaś,patrząc na chłopaka,który włączył TV.Po chwili dosiadł się obok Ciebie na kanapie.Gdy tylko film zaczął się,nie mogłaś,że to się dzieję
-Nie wierzę-Justin spojrzał na Ciebie zaciekawiony
-Na prawdę Justin?-popatrzyłaś na Justina,który tylko przewrócił oczyma
-Tak-wzruszył ramionami-to źle?Myślałem,że dziewczyny to lubią.Nie musimy tego oglądać,jeśli nie chcesz.Mam jeszcze wszystkie części szybkich i wśc-przerwałaś mu śmiechem
-Jasne,że chcę!Nie sądziłam tylko,że stać Cie na coś takiego-przyznałaś w geście uznania.Przysunęłaś się do chłopaka i cmoknęłaś jego policzek
-Uważasz,że nie jestem romantyczny?-prychnął,jakby to była dla niego jakaś obelga
-Sam tak uważasz-westchnął
-Fakt-zaśmiałaś się i oparłaś głowę na jego ramieniu,a on objął Cię swoim
-Ale dla Ciebie mogę spróbować-poczułaś,jak znów wzrusza ramieniem.Po chwili pocałował czubek twojej głowy.Oglądaliście film w spokoju do końca.Kiedy pojawiła się scena erotyczna,faktycznie byłaś nieco zmieszana,a Justin jedynie śmiał się,czując,że jesteś spięta
-Nie musisz się denerwować,[TI
-Oh,zamknij się-warknęłaś i uderzyłaś w jego ramię.
Na końcu filmu,mimo prób,i tak nie potrafiłaś powstrzymać kilku łez.Widziałaś,jak wtedy chłopak też powstrzymywał śmiech,ale wytarł jedną z twoich łez.Gdy film się skończył,przegadaliście jeszcze cały wieczór
*
Mam nadzieję,że jest ok ;D
-TI]-odparł,automatycznie się uśmiechając.Odpowiedziałaś tym samym w czasie gdy chłopak dalej lustrował Cię wzrokiem.Gdy wrócił do twoich oczu,odchrząknął i gestem dłoni wpuścił Cię do środka.Chichocząc i kręcąc głową weszłaś tak,jak Ci to sugerował
-Cieszę się,że przyszłaś-podniosłaś wzrok na oczy chłopaka,gdy zdjęłaś już buty.Uniosłaś brew
-Jest powód,dla którego miałabym tego nie zrobić?
-C-Co? Nie!-bronił się.Ponownie się zaśmiałaś,jednocześnie z uśmiechem podchodząc i obejmując kark Justina
-Cześć głuptasie-szybko cmoknęłaś jego usta.Gdy miałaś się oddalić,przytrzymał ręką twoją talię zmuszając,by twoje usta dłużej pozostały na jego
-Więc co będzie robić?-spytałaś,patrząc na chłopaka,który włączył TV.Po chwili dosiadł się obok Ciebie na kanapie.Gdy tylko film zaczął się,nie mogłaś,że to się dzieję
-Nie wierzę-Justin spojrzał na Ciebie zaciekawiony
-Na prawdę Justin?-popatrzyłaś na Justina,który tylko przewrócił oczyma
-Tak-wzruszył ramionami-to źle?Myślałem,że dziewczyny to lubią.Nie musimy tego oglądać,jeśli nie chcesz.Mam jeszcze wszystkie części szybkich i wśc-przerwałaś mu śmiechem
-Jasne,że chcę!Nie sądziłam tylko,że stać Cie na coś takiego-przyznałaś w geście uznania.Przysunęłaś się do chłopaka i cmoknęłaś jego policzek
-Uważasz,że nie jestem romantyczny?-prychnął,jakby to była dla niego jakaś obelga
-Sam tak uważasz-westchnął
-Fakt-zaśmiałaś się i oparłaś głowę na jego ramieniu,a on objął Cię swoim
-Ale dla Ciebie mogę spróbować-poczułaś,jak znów wzrusza ramieniem.Po chwili pocałował czubek twojej głowy.Oglądaliście film w spokoju do końca.Kiedy pojawiła się scena erotyczna,faktycznie byłaś nieco zmieszana,a Justin jedynie śmiał się,czując,że jesteś spięta
-Nie musisz się denerwować,[TI
-Oh,zamknij się-warknęłaś i uderzyłaś w jego ramię.
Na końcu filmu,mimo prób,i tak nie potrafiłaś powstrzymać kilku łez.Widziałaś,jak wtedy chłopak też powstrzymywał śmiech,ale wytarł jedną z twoich łez.Gdy film się skończył,przegadaliście jeszcze cały wieczór
*
Mam nadzieję,że jest ok ;D
Jeszcze jeden o Jasmin Villegas z Justinem w roli badboy :D
Wybiegłaś z
klubu cała zapłakana,szybko nabierając świeżego powietrza do
płuc.Oparłaś się muru a drugą dłoń przystawiłaś do ust i pochyliłaś się
lekko,czując,jak trudno jest Ci się uspokoić
-Jasmine!-usłyszałaś za plecami Justina,ale zignorowałaś to-J!-znów krzykną gdy Cię dostrzegł.Podbiegł,próbując Cię chwycić,co skutecznie mu uniemożliwiłaś,gwałtownie i wściekle odpychając jego ręce od siebie
-Nie dotykaj mnie-wysyczałaś przez łzy
-Mogę kurwa wiedzieć,o co Ci chodzi?-czułaś,jak się w tobie zagotowało.Zawsze to potrafił najlepiej.Zgrywać idiotę,bo tak było najprościej.Ale ty nie byłaś tak głupia,jak mu się wydawało.Parę minut temu,dosłownie dwa metry dalej obściskiwał się z jakąś nowo poznaną dziwką.Miał jeszcze czelność pytać o co chodzi?Miałaś nadzieję,że to tylko żart
-Ty pieprzony sukinsynu!-odepchnęłaś wściekle jego ciało-dobrze się bawiłeś z tą suką?!-rozszerzył oczy.To nie było czymś,czego się spodziewał.To,że potrafiłaś tak zareagować,nie było tym
-To była tylko Hailey!Była pijana,ona sama się do mnie kleiła!-bronił się.Parsknęłaś
-A ty mężnie się broniłeś,obmacując ją
-Jas-przerwałaś gestem dłoni
-Nie.Nie chcę tego słuchać,rozumiesz? Od dawna przypuszczałam,że coś do siebie macie.Jak zwykle się nie pomyliłam
-Pomyliłaś,nawet nie wiesz jak bardzo-zbliżył Cię,by jeszcze raz chwycić
-Nie dotykaj mnie po tym,co z nią robiłeś
-Kurwa,czy ty nie rozumiesz,że nic nie robiliśmy?!Ta twoja zazdrość jest chora,rozumiesz?Kocham Ciebie i tylko Ciebie.A Hailey była pijana,więc odprowadziłem ją do pokoju
-I wy nie...
-Nie-warknął wściekle.Pociągnęłaś nosem,czując,że być może faktycznie bezpodstawnie go oskarżasz.To fakt,Hailey była jego przyjaciółką od lat,tak jak ty wcześniej.Wybrał Ciebie,a ona nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić.Podobałaś mu się bardziej fizycznie,zawsze tak było.Ale to,co mówił wcale nie sprawiło,że poczułaś się lepiej,bo wiedziałaś,że
-Nigdy nie spojrzysz na mnie tak,jak na nią,prawda?-spytałaś.Popatrzyłaś,jak Justin ciężko przełkną ślinę.Znałaś już odpowiedź.Miałaś wrażenie,jak serce rozrywa Ci się na miliony kawałeczków.Ona za to,zawsze miała coś,co go do niej ciągnęło.Przez to,nigdy nie potrafił z nią skończyć.Do niedawna miałaś jeszcze nadzieję,że łączy ich tylko przyjaźń,że ona w końcu zapomniała o nim.Nie mogła wybrać lepszego momentu,niż impreza,gdzie jest pełno ludzi
-Posłuchaj,jesteś dla mnie najważniejsza tak?-pokręciłaś głową,gdy Justin chwycił twoją twarz w dłonie i stanął na przeciw.Kolejna łza spłynęła wzdłuż niej,a Justin wytarł ją kciukiem.Płakałaś,ponieważ to,że okłamywał nie tylko siebie,ale i Ciebie-ranił Cię dwa razy mocniej.To,że się nad tobą litował.Ale ty nie miałaś już siły z nią walczyć
-Nie jestem.Wiesz o tym-ściągnęłaś jego dłonie i pociągnęłaś nosem.Chciałaś już tylko odejść stąd i nigdy więcej nie wrócić do jego życia.Wcześniej,musiałaś zrobić jeszcze tylko jedną rzecz.To potoczyło się szybko.Chwyciłaś kark Justina,łącząc wasz usta.Był zszokowany,ale oddał pocałunek.Chwilę później,zostawiłaś go sam
-Jasmine!-usłyszałaś za plecami Justina,ale zignorowałaś to-J!-znów krzykną gdy Cię dostrzegł.Podbiegł,próbując Cię chwycić,co skutecznie mu uniemożliwiłaś,gwałtownie i wściekle odpychając jego ręce od siebie
-Nie dotykaj mnie-wysyczałaś przez łzy
-Mogę kurwa wiedzieć,o co Ci chodzi?-czułaś,jak się w tobie zagotowało.Zawsze to potrafił najlepiej.Zgrywać idiotę,bo tak było najprościej.Ale ty nie byłaś tak głupia,jak mu się wydawało.Parę minut temu,dosłownie dwa metry dalej obściskiwał się z jakąś nowo poznaną dziwką.Miał jeszcze czelność pytać o co chodzi?Miałaś nadzieję,że to tylko żart
-Ty pieprzony sukinsynu!-odepchnęłaś wściekle jego ciało-dobrze się bawiłeś z tą suką?!-rozszerzył oczy.To nie było czymś,czego się spodziewał.To,że potrafiłaś tak zareagować,nie było tym
-To była tylko Hailey!Była pijana,ona sama się do mnie kleiła!-bronił się.Parsknęłaś
-A ty mężnie się broniłeś,obmacując ją
-Jas-przerwałaś gestem dłoni
-Nie.Nie chcę tego słuchać,rozumiesz? Od dawna przypuszczałam,że coś do siebie macie.Jak zwykle się nie pomyliłam
-Pomyliłaś,nawet nie wiesz jak bardzo-zbliżył Cię,by jeszcze raz chwycić
-Nie dotykaj mnie po tym,co z nią robiłeś
-Kurwa,czy ty nie rozumiesz,że nic nie robiliśmy?!Ta twoja zazdrość jest chora,rozumiesz?Kocham Ciebie i tylko Ciebie.A Hailey była pijana,więc odprowadziłem ją do pokoju
-I wy nie...
-Nie-warknął wściekle.Pociągnęłaś nosem,czując,że być może faktycznie bezpodstawnie go oskarżasz.To fakt,Hailey była jego przyjaciółką od lat,tak jak ty wcześniej.Wybrał Ciebie,a ona nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić.Podobałaś mu się bardziej fizycznie,zawsze tak było.Ale to,co mówił wcale nie sprawiło,że poczułaś się lepiej,bo wiedziałaś,że
-Nigdy nie spojrzysz na mnie tak,jak na nią,prawda?-spytałaś.Popatrzyłaś,jak Justin ciężko przełkną ślinę.Znałaś już odpowiedź.Miałaś wrażenie,jak serce rozrywa Ci się na miliony kawałeczków.Ona za to,zawsze miała coś,co go do niej ciągnęło.Przez to,nigdy nie potrafił z nią skończyć.Do niedawna miałaś jeszcze nadzieję,że łączy ich tylko przyjaźń,że ona w końcu zapomniała o nim.Nie mogła wybrać lepszego momentu,niż impreza,gdzie jest pełno ludzi
-Posłuchaj,jesteś dla mnie najważniejsza tak?-pokręciłaś głową,gdy Justin chwycił twoją twarz w dłonie i stanął na przeciw.Kolejna łza spłynęła wzdłuż niej,a Justin wytarł ją kciukiem.Płakałaś,ponieważ to,że okłamywał nie tylko siebie,ale i Ciebie-ranił Cię dwa razy mocniej.To,że się nad tobą litował.Ale ty nie miałaś już siły z nią walczyć
-Nie jestem.Wiesz o tym-ściągnęłaś jego dłonie i pociągnęłaś nosem.Chciałaś już tylko odejść stąd i nigdy więcej nie wrócić do jego życia.Wcześniej,musiałaś zrobić jeszcze tylko jedną rzecz.To potoczyło się szybko.Chwyciłaś kark Justina,łącząc wasz usta.Był zszokowany,ale oddał pocałunek.Chwilę później,zostawiłaś go sam
-Mam po prostu tego dość.Ciebie i całego tego gówna,rozumiesz?-krzyknęłaś
-Nie,nie rozumiem.Możesz mi powiedzieć,o co chodzi tym razem?-przewrócił oczami.Pokręciłaś głową na to,jak bezmyślny jest
-O to,że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie.Chcę tylko twojej uwagi,rozumiesz!?
-Przesadzasz-syknął.To było wszystkim,co miał do powiedzenia.Po tym,jak wczoraj Cię wystawił.W waszą pierwszą rocznicę,odkąd jesteście razem.To nie było tak,że nie tolerowałaś wokół niego żadnych innych ludzi.Ale to nie był pierwszy raz,jak potraktował Cię w ten sposób.Jak nic ważny kawałek gówna.Tak to odbierałaś i dokładnie tak się czułaś.Bolało Cię to,że w jednej chwili mówi Ci,że Cię kocha a chwilę później-ignoruje Cię jak powietrze.Starałaś się mu uwierzyć,ale było to z czasem co raz trudniejsze.Nim się obejrzałaś,cała twoje policzki były już zalane łzami.Nie mogąc tego znieść,w nerwach i emocjach chwyciłaś swoją torbę z jego łóżka.Chwilę potem za klamkę,gotowa wyjść.Zamiast tego,poczułaś,jak coś,a właściwie ktoś gwałtownie ciągnie Cię w dół.Automatycznie pisnęłaś.Chwilę później odbiłaś się plecami od materacu,a przed sobą zobaczyłaś Justina.Początkowo byłaś przerażona.Szybko nabierałaś powietrza i przełknęłaś ciężko ślinę.Czy chciał zrobić Ci krzywdę?Usiadł na tobie okrakiem.Dostrzegając,jak bardzo przerażona jesteś,gdy miał taką możliwość,złagodził wyraz twarzy.Pogładził twój policzek i bez żadnego ostrzeżenia wpił się w twoje usta.Gdy tylko uświadomiłaś sobie,co się dzieje,szeroko otworzyłaś oczy w czasie,gdy jego były już zamknięte.Po chwili zacisnęłaś je mocno,krzywiąc się i próbując zepchnąć jego ciało z twojego.Zupełnie na przekór tobie,chwycił twoje nadgarstki.Unieruchomił Cię i poruszył ustami,czekając na to,byś odwzajemniła jego gest.Ty jednak nie zrobiłaś nic
-Demi-szepnął i oblizał usta,by posmakować twoich mimo,że nawet nie oddałaś pocałunku
-Złaź ze mnie,słyszysz?!
-Nie mogę tego zrobić-pokręcił głową dysząc na wprost Ciebie.Zaśmiałaś się bez humoru
-No dalej,puść mnie!Będziesz miał więcej czasu dla siebie!Czy to nie jest to,czego chcesz?-syknęłaś,nie przestając się wyszarpywać.Syknęłaś,gdy nieznacznie wzmocnił uścisk
-Nie mogę tego zrobić,nawet jeśli chcę!To,co ze mną zrobiłaś!Widzisz?!Choćbym chciał,nie mogę pozwolić Ci odejść!-warknął,jakby był zły o to na Ciebie.Nie przestraszyłaś się,a jedynie zdziwiłaś.Popatrzyłaś na twarz chłopaka
-Dlaczego?
-Bo chcę tylko Ciebie,idiotko! Jeszcze tego nie zrozumiałaś?!
-Nie dawałeś mi do tego powodów-pokręciłaś głową-puść mnie Justin-chłopak z westchnięciem,spełnił twoją prośbę.Puścił twoje ręce,przełożył nogę i zszedł z Ciebie
-Dlaczego mi to teraz mówisz?-podniosłaś się do pozycji siedzącej
-Bo teraz to zrozumiałem.Teraz gdy chciałaś wyjść,a ja nie potrafiłem na to pozwolić-przyznał ze spuszczoną głową,jakby wstydził się sam siebie.Ale nie chciałaś,żeby tak było,choć zasługiwał na to.Gdy cierpiał,ty też to robiłaś,bo cholernie go kochałaś.Zbliżyłaś się i pogłaskałaś jego policzek.Złączyłaś zgodnie wasze usta
-Nie,nie rozumiem.Możesz mi powiedzieć,o co chodzi tym razem?-przewrócił oczami.Pokręciłaś głową na to,jak bezmyślny jest
-O to,że wszystko i wszyscy są ważniejsi ode mnie.Chcę tylko twojej uwagi,rozumiesz!?
-Przesadzasz-syknął.To było wszystkim,co miał do powiedzenia.Po tym,jak wczoraj Cię wystawił.W waszą pierwszą rocznicę,odkąd jesteście razem.To nie było tak,że nie tolerowałaś wokół niego żadnych innych ludzi.Ale to nie był pierwszy raz,jak potraktował Cię w ten sposób.Jak nic ważny kawałek gówna.Tak to odbierałaś i dokładnie tak się czułaś.Bolało Cię to,że w jednej chwili mówi Ci,że Cię kocha a chwilę później-ignoruje Cię jak powietrze.Starałaś się mu uwierzyć,ale było to z czasem co raz trudniejsze.Nim się obejrzałaś,cała twoje policzki były już zalane łzami.Nie mogąc tego znieść,w nerwach i emocjach chwyciłaś swoją torbę z jego łóżka.Chwilę potem za klamkę,gotowa wyjść.Zamiast tego,poczułaś,jak coś,a właściwie ktoś gwałtownie ciągnie Cię w dół.Automatycznie pisnęłaś.Chwilę później odbiłaś się plecami od materacu,a przed sobą zobaczyłaś Justina.Początkowo byłaś przerażona.Szybko nabierałaś powietrza i przełknęłaś ciężko ślinę.Czy chciał zrobić Ci krzywdę?Usiadł na tobie okrakiem.Dostrzegając,jak bardzo przerażona jesteś,gdy miał taką możliwość,złagodził wyraz twarzy.Pogładził twój policzek i bez żadnego ostrzeżenia wpił się w twoje usta.Gdy tylko uświadomiłaś sobie,co się dzieje,szeroko otworzyłaś oczy w czasie,gdy jego były już zamknięte.Po chwili zacisnęłaś je mocno,krzywiąc się i próbując zepchnąć jego ciało z twojego.Zupełnie na przekór tobie,chwycił twoje nadgarstki.Unieruchomił Cię i poruszył ustami,czekając na to,byś odwzajemniła jego gest.Ty jednak nie zrobiłaś nic
-Demi-szepnął i oblizał usta,by posmakować twoich mimo,że nawet nie oddałaś pocałunku
-Złaź ze mnie,słyszysz?!
-Nie mogę tego zrobić-pokręcił głową dysząc na wprost Ciebie.Zaśmiałaś się bez humoru
-No dalej,puść mnie!Będziesz miał więcej czasu dla siebie!Czy to nie jest to,czego chcesz?-syknęłaś,nie przestając się wyszarpywać.Syknęłaś,gdy nieznacznie wzmocnił uścisk
-Nie mogę tego zrobić,nawet jeśli chcę!To,co ze mną zrobiłaś!Widzisz?!Choćbym chciał,nie mogę pozwolić Ci odejść!-warknął,jakby był zły o to na Ciebie.Nie przestraszyłaś się,a jedynie zdziwiłaś.Popatrzyłaś na twarz chłopaka
-Dlaczego?
-Bo chcę tylko Ciebie,idiotko! Jeszcze tego nie zrozumiałaś?!
-Nie dawałeś mi do tego powodów-pokręciłaś głową-puść mnie Justin-chłopak z westchnięciem,spełnił twoją prośbę.Puścił twoje ręce,przełożył nogę i zszedł z Ciebie
-Dlaczego mi to teraz mówisz?-podniosłaś się do pozycji siedzącej
-Bo teraz to zrozumiałem.Teraz gdy chciałaś wyjść,a ja nie potrafiłem na to pozwolić-przyznał ze spuszczoną głową,jakby wstydził się sam siebie.Ale nie chciałaś,żeby tak było,choć zasługiwał na to.Gdy cierpiał,ty też to robiłaś,bo cholernie go kochałaś.Zbliżyłaś się i pogłaskałaś jego policzek.Złączyłaś zgodnie wasze usta
Justin Bieber : http://can-i-see-you-again.blogspot.com/
Justin Bieber : http://rush-hour-jbff.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber : http://we-will-fight-together.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber: http://mdbtlumaczenie.blogspot.com/
Justin Bieber: http://joker-jb.blogspot.com
Justin Bieber : Cz1. http://tlumaczenie-danger.blogspot.com/
Justin Bieber: Cz2. http://tlumaczenie-dangersback.tumblr.com/
Justin Bieber: http://time-for-us-to-become-one-jbff.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber: http://third-time-lucky-jbff.blogspot.com/
Harry Styles : http://after-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
Harry Styles: https://www.wattpad.com/story/40766703
Niall Horan: https://www.wattpad.com/story/17442158-teenage-dirtbag-pl-n-h
Luke Hemmings : https://www.wattpad.com/story/51851802-almost-polite-%E3%80%8Brude-hemmings-%E2%9C%94
Ashton Irwin : https://www.wattpad.com/story/7463516-cie%C5%84-ashton-irwin
Więzień Labiryntu : Cz1. https://www.wattpad.com/story/61544523-chemia
Więzień Labiryntu: Cz2. https://www.wattpad.com/story/63685927-kocham-ci%C4%99-mimo-wszystko
http://mission-impossible-jbff.blogspot.com/p/polecane.html
Justin Bieber : http://rush-hour-jbff.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber : http://we-will-fight-together.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber: http://mdbtlumaczenie.blogspot.com/
Justin Bieber: http://joker-jb.blogspot.com
Justin Bieber : Cz1. http://tlumaczenie-danger.blogspot.com/
Justin Bieber: Cz2. http://tlumaczenie-dangersback.tumblr.com/
Justin Bieber: http://time-for-us-to-become-one-jbff.blogspot.com/#_=_
Justin Bieber: http://third-time-lucky-jbff.blogspot.com/
Harry Styles : http://after-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
Harry Styles: https://www.wattpad.com/story/40766703
Niall Horan: https://www.wattpad.com/story/17442158-teenage-dirtbag-pl-n-h
Luke Hemmings : https://www.wattpad.com/story/51851802-almost-polite-%E3%80%8Brude-hemmings-%E2%9C%94
Ashton Irwin : https://www.wattpad.com/story/7463516-cie%C5%84-ashton-irwin
Więzień Labiryntu : Cz1. https://www.wattpad.com/story/61544523-chemia
Więzień Labiryntu: Cz2. https://www.wattpad.com/story/63685927-kocham-ci%C4%99-mimo-wszystko
http://mission-impossible-jbff.blogspot.com/p/polecane.html
Leżałam w swoim
łóżku i jedyne o czym marzyłam, to by się zapaść pod ziemię i skończył
mi się okres, nie dość że jeszcze powinnam byś dzisiaj na treningu i nic
nie powiedziałam trenerowi. Pierdolone - Pomyślałem i mocniej
przykryłam się do swojego miśka. Nagle zadzwonił mój telefon,
przeklęłam swoje dotychczasowe życie i wzięłam go do rąk. Dzwonił
Justin, odebrałam kładąc słuchawkę na uchu a ja mocniej schowałam się
pod kołdrę.
- Cześć [Ti] jesteś w domu może wyskoczymy gdzieś na rower jest piękna pogoda? - Zapytał z wielkim entuzjazmem
- Spierdalaj - Syknęłam i rozłączyłam się. Nienawidzę gdy mam okres a ten wymyśli sobie jakiś rower, albo jazdę konną! Wzięłam z szafki swoje słuchawki podłączyłam je do telefonu puściłam pierwszą lepszą piosenkę i wsadziłam słuchawki do uszu, ponownie przykrywając cała się kołdrą .
- Cześć [Ti] jesteś w domu może wyskoczymy gdzieś na rower jest piękna pogoda? - Zapytał z wielkim entuzjazmem
- Spierdalaj - Syknęłam i rozłączyłam się. Nienawidzę gdy mam okres a ten wymyśli sobie jakiś rower, albo jazdę konną! Wzięłam z szafki swoje słuchawki podłączyłam je do telefonu puściłam pierwszą lepszą piosenkę i wsadziłam słuchawki do uszu, ponownie przykrywając cała się kołdrą .
Chwilę później ktoś zerwał ze mnie kołdrę a ja zaczęłam krzyczę. Wyjęłam z uszu słuchawki i spojrzałam się na chłopaka
- Pojebało? - Zapytałam zabierając mu kołdrę, Justin usiadł obok mnie na łóżku - Mówiłam że nie mam ochoty na rower, i na to żebyś tutaj przychodził
- Nie [Ti] tego ostatniego nie mówiłaś, zresztą nie byłbym twoim przyjacielem gdybym nie przyszedł z całą torbą słodyczy i pierwszych trzech sezonów 'Pamiętników Wampirów' - Powiedział i wyciągnął z kieszeni pendrivie i pomachał przede mną. Wziął z szafki nocnej laptopa i załączył serial. - Chcesz herbaty? - Zapytał wyjmując termos z torby
- Spierdalaj Bieber stąd nie mam ochoty żebyś tutaj był - Warknęłam
- Wiesz co [Ti]? - Zapytał z udawanym oburzeniem - Ja myślałem że się przyjaźnimy - Odłożył termos na szafkę oraz laptopa
- A nie przyjaźnimy? - Spytałam, chwilę później poczułam na swoim ciele ręce chłopak, które zadawały mi najgorsze tortury świata - Justin zaczął mnie łaskotać
- Puuuszczaj! - Zaczęłam krzyczeć w śmiechu - Bieber ty cioto! - Piszczałam próbując uwolnić się by już mnie nie łaskotał
- No dobra już dobra - Powiedział i mocno się do mnie przytulił - Ale jak nie chcesz łaskotania to będę się przytulał dopóki nie skończy Ci się okres będziemy razem tyć aż nie zmieścimy się razem w twoim łóżku i aż skończą nam się sezony Pamiętników ok? - Zapytał i wyjął z torby mnóstwo opakowań żelków i innych słodyczy - Stwierdziłem iż źle się czujesz pomogą Ci w tym magiczne żelki i moja obecność - Powiedział i ponownie się do mnie przytulił
- Dziękuję, za to że jesteś i grasz tego najlepszego przyjaciela - Uśmiechnęłam się do niego otwierając paczkę żelków.
- Ja go nie gram [Ti] - Stwierdził - Ja po protu jestem twoim najlepszym przyjacielem - Wzruszył ramionami i wyjął z torby malutkiego białego miśka - A to tak na poprawę humoru - Powiedział i położył go na nocnej szafce i powrócił do poprzedniej pozycji.
Leżeliśmy tak przez długą chwilę Za każdym razem gdy Justin jest blisko nic złego nie może mi się stać. Nic złego.
- Dziękuję za wszystko Justin - Szepnęłam
- Nie dziękuj, od tego jestem - Powiedział i pocałował mnie w czoło
- Pojebało? - Zapytałam zabierając mu kołdrę, Justin usiadł obok mnie na łóżku - Mówiłam że nie mam ochoty na rower, i na to żebyś tutaj przychodził
- Nie [Ti] tego ostatniego nie mówiłaś, zresztą nie byłbym twoim przyjacielem gdybym nie przyszedł z całą torbą słodyczy i pierwszych trzech sezonów 'Pamiętników Wampirów' - Powiedział i wyciągnął z kieszeni pendrivie i pomachał przede mną. Wziął z szafki nocnej laptopa i załączył serial. - Chcesz herbaty? - Zapytał wyjmując termos z torby
- Spierdalaj Bieber stąd nie mam ochoty żebyś tutaj był - Warknęłam
- Wiesz co [Ti]? - Zapytał z udawanym oburzeniem - Ja myślałem że się przyjaźnimy - Odłożył termos na szafkę oraz laptopa
- A nie przyjaźnimy? - Spytałam, chwilę później poczułam na swoim ciele ręce chłopak, które zadawały mi najgorsze tortury świata - Justin zaczął mnie łaskotać
- Puuuszczaj! - Zaczęłam krzyczeć w śmiechu - Bieber ty cioto! - Piszczałam próbując uwolnić się by już mnie nie łaskotał
- No dobra już dobra - Powiedział i mocno się do mnie przytulił - Ale jak nie chcesz łaskotania to będę się przytulał dopóki nie skończy Ci się okres będziemy razem tyć aż nie zmieścimy się razem w twoim łóżku i aż skończą nam się sezony Pamiętników ok? - Zapytał i wyjął z torby mnóstwo opakowań żelków i innych słodyczy - Stwierdziłem iż źle się czujesz pomogą Ci w tym magiczne żelki i moja obecność - Powiedział i ponownie się do mnie przytulił
- Dziękuję, za to że jesteś i grasz tego najlepszego przyjaciela - Uśmiechnęłam się do niego otwierając paczkę żelków.
- Ja go nie gram [Ti] - Stwierdził - Ja po protu jestem twoim najlepszym przyjacielem - Wzruszył ramionami i wyjął z torby malutkiego białego miśka - A to tak na poprawę humoru - Powiedział i położył go na nocnej szafce i powrócił do poprzedniej pozycji.
Leżeliśmy tak przez długą chwilę Za każdym razem gdy Justin jest blisko nic złego nie może mi się stać. Nic złego.
- Dziękuję za wszystko Justin - Szepnęłam
- Nie dziękuj, od tego jestem - Powiedział i pocałował mnie w czoło
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

