piątek, 17 czerwca 2016

-Lena!-krzyknęłaś,a pies zaraz pojawił się koło twojej nogi,machając radośnie ogonem.Uśmiechnęłaś się i pomachałaś różową smyczą w powietrzu
-Chcesz iść na spacer?-zachichotałaś,gdy zaczęła szczekać i zapięłaś ją na jej szyi.Chwilę później szłaś już ciemnymi,mokrymi uliczkami,prowadząc Lenę tuż przy swojej nodze.Wieczór był wyjątkowo zimny,lecz nie mogłaś się temu dziwić, był listopad,a ty miałaś na sobie tylko bluzę.Przeklęłaś się w myśli,za to,że jak zwykle nie dbasz o swoje zdrowie i objęłaś się ramionami,gdy twoja szczęka zaczęła dygotać.Poczułaś mocniejszy powiew powietrza a po chwili usłyszałaś śmiechy jakiejś grupy.Ale "Jakiejś", to źle powiedziane.Obejrzałaś się za siebie widząc,jak grupa pijanych i śmiejących się mężczyzn niebezpiecznie zbliża się w twoim kierunku.Przyśpieszyłaś więc,starając się to ignorować,tak samo,jak strach rodzący się w tobie.Spojrzałaś na labradora obok Ciebie.Wiedziałaś,że nie byłaby w stanie Cię obronić.Westchnęłaś.
Po chwili głosy zaczynały być wyraźniejsze,a komentarze kierowane do Ciebie,coraz wyraźniej docierały do twoich uszu
-Skarbie poczekaj!Chcesz się zabawić?!-ucisk w twoim żołądku nie pozwolił Ci racjonalnie myśleć.Teraz jedyne,co mogłaś robić to bać się.Cholernie się bać i ignorować to.Ignorować,dopóki twoje ramie nie zostało brutalnie pociągnięte w tył.Jeden z tych pijanych idiotów zaczął Cię szarpać,śmiejąc się durnie.Na marne próbowałaś się wyrwać,kopiąc i bijąc wszystkich,których twoje kończyny spotkały na drodze.Lena szczekała głośno,skacząc dookoła całego zbiorowiska.Gwizdy i sprośne komentarze reszty grupy,która dopingowała tego,który Cię trzymał,tylko go nakręcały.Już przygotowywałaś się psychicznie,że za chwilę,najprawdopodobniej zgwałcą Cię,lub zabiją.Jęknęłaś,kolejny raz podejmując próbę ucieczki a kilka pierwszych łez zaczęło spływać wzdłuż twoich policzków
-Spierdalać od niej!-usłyszałaś.Glosy umilkły.Nie śmiali się już,nie szarpali,ale wciąż trzymali.Słyszałaś tylko bicie swego serca i swój głośny oddech
-Słyszałeś,co kurwa mówię?Puść ją i spierdalaj.Pogadam z tobą jutro,jak wytrzeźwiejesz-chłopak,który zdawał się "rządzić" nimi,podszedł bliżej i w tym momencie byłaś wolna.Chwyciłaś smycz Leny ocierając łzy
-Tak,szefie-całe zbiorowisko się rozeszło
-Nic Ci nie jest?-pokręciłaś głową
-Miałaś szczęście,że był tu twój pies.Usłyszałem,jak szczeka-popatrzyłaś na chłopaka.Być może i uratował Ci życie lub zdrowie,ale sam był równie przerażający,jak cała tamta grupa.Jego oczy były ciemne,a włosy jasne.Mogłaś to zobaczyć dzięki końcówkom platynowych włosów wydostających się z za jego szarego kaptura.Kości policzkowe mocno zarysowane,a dłonie schowane w kieszeniach.Był na prawdę przystojny,ale sposób,w jaki na Ciebie patrzył,po prostu przerażający
-Nigdy wcześniej Cię tutaj nie widziałem-znów się odezwał widząc,że Ciebie nie stać nawet na wyduszenie słowa
-Mieszkam tu niedawno-kiwnął głową-dziękuję za dziś.Tak mi się wydaje-uśmiechnął się delikatnie,unosząc kąciki
-Tak Ci się wydaje?wracaj do domu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz