Podniosłaś jedno z
kartonowych pudeł z pomiędzy całej sterty podobnych takich,stojących na
podłodze.wyprostowałaś się i poprawiłaś je na swoich ramionach,by nie
osunęło się,lecz zanim mogłabyś zrobić chociażby jeden krok,Justin,twój
narzeczony,szybko zabrał je od Ciebie ze słowami:
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)
-[TI],do cholery! Ile raz mam Ci powtarzać,żebyś nic tutaj nie ruszała,huh?
-Justin-wywróciłaś oczami z westchnięciem,nie chcąc zaczynać kolejnej bezsensownej kłótni
-Nie,[TI].Prosiłem,byś uważała.Zwłaszcza teraz,gdy za miesiąc masz rodzić-warknął uparcie i sceptycznie
-Justin spokojnie,dobrze? Nie popadajmy w paranoję.Ciąża to nie choroba,tak?-chłopak zaczął iść z tym samym pudłem,które miałaś zamiar zabrać ty,wprost do ciężarówki przeprowadzkowej.Cieszyłaś się tym.Tym,że uwolnisz się od tego miejsca,tych wszystkich złych wspomnień związanych z tym domem.Teraz,gdy wszystko zaczynało być dobrze,on jak zwykle robił coś,co psuło twój nastrój.Wiedziałaś,że się martwi,ale to zaczynało być obsesją.Westchnęłaś,gdy wstawił pudło do samochodu
-Przesadzasz-podsumowałaś krótko,rozkładając ręce w bezsilności.Już miałaś odejść,dopóki ręka chłopaka nie złapała twojej talii
-Zrozum,że dopóki Drew nie przyjdzie na świat,nie będę spokojny-chłopak spojrzał w twoje oczy,mówiąc Ci to,co ma na myśli.Przymknęłaś swoje powieki,chcąc nie chcąc,myślami wracając do tego felernego dnia,gdy poroniłaś wasze pierwsze dziecko
-Nie płacz [TI],to już przeszłość-szepnął,wycierając kciukiem jedną samotną łzę z twojego policzka-nie pozwólmy tylko zatoczyć jej koła.Zostawiamy to miejsce,widzisz?Zostawmy tu też te wszystkie spory,dobrze?-dalej gładził twój policzek,gdy pod wpływem wspomnień wypłynęło więcej gorzkich łez żalu.Miał racje.To co złe,miało zostać tutaj i nigdy nie powrócić.Pudła,nie były warte popsucia nowego początku,sprawiając go jedynie starą śpiewką.Pociągnęłaś nosem i uwiesiłaś się na szyi chłopaka,chwilę jeszcze szlochając
-Bardzo Cię kocham,[TI]-szepnął,przyciągając Cię,delikatnie gładząc twój duży już brzuch.W końcu,za miesiąc na świat przyjdzie maluch.Wyczekiwałaś tej chwili tak,jakby nawet twoje życie od tego zależało.A może i tak było? Wiedziałaś,że jeszcze jedna tak sytuacja złamała by-nie tylko twoje,ale i Justina-serce na pół.Nie dopuszczałaś do siebie nawet myśli o takim czymś.Zacisnęłaś piąstki na tyle koszulki chłopaka
-Ja Ciebie też-odszepnęłaś do jego ucha,obserwując,jak ekipa zbiera resztę waszych rzeczy
***
Nam nadzieję,że Ci się podoba.Wybacz, że tyle czekałaś/łeś :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz