piątek, 17 czerwca 2016

Wzięłaś kolejną chusteczkę z kartonowego pudełka,którą już po chwili wykorzystałaś i jęknęłaś głośno.To było tylko zwykłe przeziębienie a ty czułaś,jakbyś miała umierać tu i teraz
-Cześć kochanie-szepnął Justin,którego usłyszałaś gdzieś z boku.Po chwili cicho wszedł do pokoju i zatrzasnął drzwi,a ty zakryłaś twarz dłońmi w chwili,w której miał na Ciebie spojrzeć.Do szczęścia brakowało Ci tylko tego,by twój chłopak wyglądający jak model z wybiegu widział Cię w takim stanie,w jakim byłaś przez chorobę.Usłyszałaś jak chichocze
-Idź dobie Justin.Wyglądam strasznie-jęknęłaś i pociągnęłaś nosem.Justin najwyraźniej nie zamierzał Cię posłuchać.Nigdy tego nie robił,jeśli chodziło o podobne błahostki.Łóżko obok Ciebie ugięło się,a chwilę później dłonie Justina trzymały twoje nadgarstki,próbując usunąć ręce z twojej twarzy
-No dalej,[TI].Ty zawsze jesteś dla mnie piękna,wiesz?-popatrzyłaś swoimi czerwonymi oczami w te śliczne,należące do Justina-Nawet z tym czerwonym noskiem i policzkami-zaśmiał się,gładząc twoją zaczerwienioną,gorącą skórę,zbliżając swoją twarz,by Cię pocałować.Uformował usta w dzióbek,a gdy znalazł się niebezpiecznie blisko,położyłaś na nich swój palec.Trzeba było zobaczyć,jak zabawnie to wyglądało.Jego brwi ściągnięte razem w zdziwieniu,oczy szukające odpowiedzi w twoich i jego uformowane do pocałunku usta na twoim palcu.Parsknęłaś śmiechem
-Chcę pocałować swoją dziewczynę,[TI].Możesz mi powiedzieć,co stoi mi na przeszkodzie?-za równo na twojej twarzy,jak i sercu zagościło jeszcze większe ciepło na to,że nazwał Cię swoją dziewczyną mimo,że byłaś tego w pełni świadoma.Byłaś jego dziewczyną.Kochałaś to,jak cudownie to brzmi.Po chwili westchnęłaś
-Twoją dziewczynę,a nie,jej zarazki.Nie ma buzi buzi,do póki nie wyzdrowieję-zaprotestowałaś wykonując ruch palcem,nawet nie zdając sobie sprawy,jak zabawna i słodka jesteś w oczach chłopaka,który zaśmiał się gardłowo.Otworzyłaś oczy by popatrzyć na Justina
-Cóż,skoro nie ma "buzi buzi"-parsknęłaś,patrząc rozbawiona na chłopaka,gdy wstał z twojej kołdry-do póki nie wyzdrowiejesz,muszę Ci z tym pomóc.Przyniosłem Ci syrop,który sam zrobiłem-uśmiechnął się zawadiacko i pewnie za razem,gdy wyjął z małej reklamówki szklaną buteleczkę.Położyłaś dłoń do ust,próbując powstrzymać śmiech
-Ty,czy twoja mama?-spojrzał na Ciebie kpiąco,gdy już nalewał gęsty,brązowy płyn na łyżeczkę i wpakował ją do twojej buzi
-Czy to gówno ma znaczenie?
-Mmm-jęknęłaś,przełykając słodki syrop.Oblizałaś wargi,gdy Justin znów usiadł obok Ciebie.Spojrzał w twoje oczy,kładąc dłoń na twoim policzku
-Czy teraz mogę?-spytał cicho,gotowy do kolejnej próby skradnięcia buziaka od Ciebie.Zanim jego usta zdążyły zderzyć się z twoimi,ty położyłaś na jego ustach całą dłoń,całując go przez swoją własną rękę.Zachichotałaś,gdy przewrócił oczyma
-[Ti]-jęknął,przeciągając
-Justiiiin-naśladowałaś go.Teraz to ty pogładziłaś jego policzek.
Resztę dnia i wieczoru spędziliście na oglądaniu filmów.Oczywiście ty,nie puszczałaś go z objęć cały ten czas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz