piątek, 17 czerwca 2016

Jeszcze jeden o Jasmin Villegas z Justinem w roli badboy :D

Wybiegłaś z klubu cała zapłakana,szybko nabierając świeżego powietrza do płuc.Oparłaś się muru a drugą dłoń przystawiłaś do ust i pochyliłaś się lekko,czując,jak trudno jest Ci się uspokoić
-Jasmine!-usłyszałaś za plecami Justina,ale zignorowałaś to-J!-znów krzykną gdy Cię dostrzegł.Podbiegł,próbując Cię chwycić,co skutecznie mu uniemożliwiłaś,gwałtownie i wściekle odpychając jego ręce od siebie
-Nie dotykaj mnie-wysyczałaś przez łzy
-Mogę kurwa wiedzieć,o co Ci chodzi?-czułaś,jak się w tobie zagotowało.Zawsze to potrafił najlepiej.Zgrywać idiotę,bo tak było najprościej.Ale ty nie byłaś tak głupia,jak mu się wydawało.Parę minut temu,dosłownie dwa metry dalej obściskiwał się z jakąś nowo poznaną dziwką.Miał jeszcze czelność pytać o co chodzi?Miałaś nadzieję,że to tylko żart
-Ty pieprzony sukinsynu!-odepchnęłaś wściekle jego ciało-dobrze się bawiłeś z tą suką?!-rozszerzył oczy.To nie było czymś,czego się spodziewał.To,że potrafiłaś tak zareagować,nie było tym
-To była tylko Hailey!Była pijana,ona sama się do mnie kleiła!-bronił się.Parsknęłaś
-A ty mężnie się broniłeś,obmacując ją
-Jas-przerwałaś gestem dłoni
-Nie.Nie chcę tego słuchać,rozumiesz? Od dawna przypuszczałam,że coś do siebie macie.Jak zwykle się nie pomyliłam
-Pomyliłaś,nawet nie wiesz jak bardzo-zbliżył Cię,by jeszcze raz chwycić
-Nie dotykaj mnie po tym,co z nią robiłeś
-Kurwa,czy ty nie rozumiesz,że nic nie robiliśmy?!Ta twoja zazdrość jest chora,rozumiesz?Kocham Ciebie i tylko Ciebie.A Hailey była pijana,więc odprowadziłem ją do pokoju
-I wy nie...
-Nie-warknął wściekle.Pociągnęłaś nosem,czując,że być może faktycznie bezpodstawnie go oskarżasz.To fakt,Hailey była jego przyjaciółką od lat,tak jak ty wcześniej.Wybrał Ciebie,a ona nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić.Podobałaś mu się bardziej fizycznie,zawsze tak było.Ale to,co mówił wcale nie sprawiło,że poczułaś się lepiej,bo wiedziałaś,że
-Nigdy nie spojrzysz na mnie tak,jak na nią,prawda?-spytałaś.Popatrzyłaś,jak Justin ciężko przełkną ślinę.Znałaś już odpowiedź.Miałaś wrażenie,jak serce rozrywa Ci się na miliony kawałeczków.Ona za to,zawsze miała coś,co go do niej ciągnęło.Przez to,nigdy nie potrafił z nią skończyć.Do niedawna miałaś jeszcze nadzieję,że łączy ich tylko przyjaźń,że ona w końcu zapomniała o nim.Nie mogła wybrać lepszego momentu,niż impreza,gdzie jest pełno ludzi
-Posłuchaj,jesteś dla mnie najważniejsza tak?-pokręciłaś głową,gdy Justin chwycił twoją twarz w dłonie i stanął na przeciw.Kolejna łza spłynęła wzdłuż niej,a Justin wytarł ją kciukiem.Płakałaś,ponieważ to,że okłamywał nie tylko siebie,ale i Ciebie-ranił Cię dwa razy mocniej.To,że się nad tobą litował.Ale ty nie miałaś już siły z nią walczyć
-Nie jestem.Wiesz o tym-ściągnęłaś jego dłonie i pociągnęłaś nosem.Chciałaś już tylko odejść stąd i nigdy więcej nie wrócić do jego życia.Wcześniej,musiałaś zrobić jeszcze tylko jedną rzecz.To potoczyło się szybko.Chwyciłaś kark Justina,łącząc wasz usta.Był zszokowany,ale oddał pocałunek.Chwilę później,zostawiłaś go sam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz