Jęknęłaś wprost w
usta Justina,gdy ten chwytając za twoje uda tuż pod
pośladkami,przyciągnął Cię bliżej.Nie opierając się temu,naparłaś
mocniej na jego ciało,zgodnie,delikatnie i wolno poruszając ustami na
jego.Odwzajemniałaś każdy łapczywy pocałunek,oddając go ze zdwojoną
siłą.Chichotałaś,gdy co jakiś czas przygryzał twoją wargę i jęknęłaś po
raz kolejny,gdy obie dłonie chłopaka mocno ścisnęły twój tyłek.Nabrałaś
więcej powietrza,którego zaczęło Ci brakować.Justin wykorzystał
to,wprowadzając język do twojej buzi i czułaś,jak perfidnie uśmiecha się
wprost w twoje wargi.Czułaś,jak z chwili na chwilę atmosfera staje się
co raz bardziej gorąca.Na twojej skórze,muskanej przez jego kciuki
pojawiła się gęsia skórka,a on wiedząc,że ma Cię w garści,wręcz
gwałtownie przewrócił Was tak,że to on znajdował się na górze,pomiędzy
twoimi nogami.W szoku popatrzyłaś na zawadiacki uśmiech chłopaka,gdy
oderwał usta od twoich,zostawiając je nieusatysfakcjonowane i pragnące
większej dawki uwagi z jego strony,a Ciebie dyszącą,tuż pod nim.Czekałaś
no to, co zrobi dalej,czując,jak coś zaciska się w dole twojego
brzucha.W tej samej chwili dorwał się do twojej szyi sprawiając,że
dreszcz przeszył twoje ciało,a pulsowanie,tam na dole,narasta.Znów
jęknęłaś,gdy odpiął pierwszy guzik twojej koszuli,zaczynając całować
kawałek odsłoniętego dekoltu
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.
-Justin-ledwo wydyszałaś.Jego ręka znalazła się pod twoim kolanem,zginając je i prowadząc tak,by twoja noga objęła jego biodra.I tak się stało.Zamknęłaś oczy,gdy chłopak nie przestawał Cię całować.Co więcej.Rozpinał kolejne guziki,robiąc to cholernie powoli,i drażniąc się z tobą w ten perfidny sposób
-Mmm-mruknął w twoją skórę.Chwilę później znów nie czułaś go, tam,gdzie najbardziej go potrzebowałaś.Już nie całował twojego dekoltu,więc spojrzałaś na niego zszokowana.Twoja koszula była już rozpięta do tego stopnia,że jego wygłodniałe oczy mogły zobaczyć zarys twoich piersi i część białego stanika,którym były zakryte.Przełknęłaś ciężko ślinę.Justin powoli nachylał się do twoich ust,a jego palec przejechał po twojej spierzchniętej wardze.Oczywiście,było to winą jego pocałunków,ale nie śmiałaś narzekać.Zamknęłaś oczy,gotowa na to,by jego usta znów zderzyły się z twoimi.Ale zamiast tego,zamiast poczuć jego ust,usłyszałaś tylko jego chrypliwy śmiech.To dupek.Nie mogąc znieść już seksualnego napięcia między wami,przyciągnęłaś jego kark,wydając pod nosem dźwięk na wzór zdesperowanego warknięcia.Kochałaś to,w jaki sposób na Ciebie działa.Sposób,w który w jednej chwili potrafił Cię rozpalić.Ale czasem to, jak się z tobą drażni był uciążliwy.Cholernie.A on to wiedział i wykorzystywał tak długo,jak sam mógł wytrzymać
-Mamo? Tato? To obrzydliwe-momentalnie oderwaliście się od siebie.W progu waszej sypialni stał wasz synek,który krzywiąc w odrazie swoją anielską twarzyczkę,którą zdecydowanie odziedziczył po swoim ojcu,tulił misia to klatki piersiowej.Przelotnie spojrzałaś na Justina.Przygryzał wargę,by nie roześmiać się głośno,ale ty nie dałaś rady.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz